Hogwart Express wjechał na peron 9 i 3/4 wolnym tempem.
Na stacji roiło się od stęsknionych rodziców uczniów, którzy wkrótce mieli zobaczyć swoje pociechy.
Harry wysiadł z pociągu, ciągnąc za sobą swój bagaż. Zima rozpoczęła się na dobre, zaznaczając swój teren zaspami i wszechobecnym chłodem.
- Harry? - Hermiona stanęła obok niego. - Jak dostaniemy się na Grimmauld Place?
- Świstoklikiem. Dumbledore dał mi go wczoraj. - odparł chłopak, wyciągając z kieszeni stare pióro. - Chwyć się.
Dziewczyna ścisnęła jedną z końcówek pióra i niemal natychmiast poczuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, od którego zrobiło jej się niedobrze, a zaraz potem wylądowała na twardych deskach domu Black'ów. Harry pojawił się obok niej kilka sekund później.
Rozejrzeli się dookoła. Stali w przedpokoju, tuż obok portretu matki Syriusza, która zaskoczona ich nagłym przybyciem, nie odezwała się słowem.
Gryfon przeszedł dalej w głąb domu.
Nie był tu od momentu gdy polowali na horkruksy. Niewiele się zmieniło. Właściwie jedyną różnicą było to, iż bałagan jaki zrobili został sprzątnięty. Nadal odczuwał dziwną pustkę, gdy przyglądał się starym obrazom i meblom. Wszystkie kojarzyły mu się z ojcem chrzestnym. Otrząsnął się lekko.
- Stworek! - krzyknął.
Przez chwilę nikt mu nie odpowiedział, jednak po chwili drzwi z kuchni otworzyły się, a zza nich wyłonił się stary skrzat.
- Panicz Potter przybył do swego domu. - odezwał się. - I przyprowadził ze sobą tę mugolską dziewczynę.
- Hermiona jest czarodziejką, rozumiesz? - warknął chłopak - Przygotuj pokoje na górze. Będziemy mieli gości.
- Oczywiście, stworek żyje po to aby służyć paniczowi... - jęknął skrzat i odszedł, mrucząc coś pod nosem.
- Uprzejmy jak zawsze. - stwierdziła z lekkim uśmiechem panna Granger, wchodząc do pomieszczenia.
- Przynajmniej to się nie zmieniło. - mruknął Harry.
Uśmiech dziewczyny zbladł.
- Pójdę się rozpakować. - rzekła, i wspięła się po schodach.
Gryfon kiwnął głową i usiadł w jednym z foteli.
Wczoraj Dumbledore nie tylko dał mu świstoklik, ale również wspomniał, że chciałby zorganizować niewielkie zebranie byłych członków Zakonu Feniksa, którym udało się przetrwać wojnę.
Ta kwestia ciekawiła go o tyle, że dyrektor nie urządzał zebrań od miesięcy, a tym bardziej w czasie, który wszyscy powinni spędzić w rodzinnym gronie.
Spotkanie miało się odbyć jeszcze tego dnia wieczorem.
Harry westchnął. Był zmęczony podróżą, a perspektywa przyszłości również nie była zbyt kolorowa.
Wstał i wspiął się po schodach z zamiarem wzięcia długiego i gorącego prysznica.
~.oOo.~
Na zebraniu byli Lupin, Tonks, Kingsley, McGonagal i kilka osób, których ani Harry, ani Hermiona nie rozpoznawali.
- Jak mówiłem, ministerstwo nie jest pewne, jednak podejrzewamy, że dużą rolę odgrywa tu Secretum Iuramentum.*
- Witam was moi drodzy. - rzekł uroczystym tonem dyrektor. - Wybaczcie, że zabieram wasz czas, gdy powinniście odpoczywać w rodzinnych domach, jednak sprawa jest dość pilna.
Na zebraniu byli Lupin, Tonks, Kingsley, McGonagal i kilka osób, których ani Harry, ani Hermiona nie rozpoznawali.
- Mam niestety złe wieści. Zarejestrowano kolejne ataki na mugolskie rodziny. Co ciekawe, ofiarami są osoby, które w swoim rodowodzie, w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, miały czarodzieja. Najczęściej są ich wnukami, bądź prawnukami.
- Ministerstwo obwinia o to Walkirie. - dodał Kingsley.
- Zapewne słusznie. - stwierdził Lupin. - Przynajmniej na to wskazują poprzednie... - zawiesił głos, gdy jego spojrzenie padło na dziwnie przygaszoną Hermionę. - ... incydenty. - dokończył.
- Wiadomo czemu atakowani są mugolscy potomkowie czarodziejów? - spytał Harry.
- Nie mamy pewności, ale...
- Przepraszam - przerwała mu Hermiona. - ale muszę wyjść.
Gryfon popatrzył za nią, gdy opuszczała pomieszczenie z opuszczoną głową.
W pierwszym momencie chciał za nią iść, jednak wtedy Shacklebolt podjął na nowo.
- Jak mówiłem, ministerstwo nie jest pewne, jednak podejrzewamy, że dużą rolę odgrywa tu Secretum Iuramentum.*
- Co? - spytał chłopak.
- To pradawny rytuał. Działa podobnie do Fideliusa, jednak jest o wiele silniejszy.
- A co to ma wspólnego z Walkiriami?
- Jeszcze przed pierwszą wojną, gdy ludzie zaczynali odczuwać niepokój spowodowany nadchodzącym złem, Walkirie proponowały ukrycie domów oraz ich mieszkańców za pomocą tego rytuału. Jednak w zamian za zachowanie tajemnicy, pobierały opłatę w postaci służby pierwszego zdolnego do tego potomka, w ich zakonie. Wielu przystawało na taki układ. Jednak do Walkirii dołączyć mogą jedynie czarodzieje, więc mugolscy potomkowie nie mogą spłacić długu. Wobec tego członkowie zakonu zabijają ich aby wyrównać rachunki.
- To okropne. - mruknęła Tonks.
- Wojna też była okropna. A ludzie instynktownie dążą do przetrwania. - skomentował nowy minister.
- Nawet jeśli, to i tak uważam, że to obrzydliwe, aby wykorzystywać rodzinę w ten sposób.
- Zaraz... Czyli rodzice Hermiony byli spadkobiercami tego długu? - spytał Harry.
- Na to wygląda, mój chłopcze. - rzekł Dumbledore.
- Ale co możemy z tym zrobić? - zapytał jeden z mężczyzn, nieznanych gryfonowi. - Nie mamy wpływu na ich poczynania.
- Właściwie, to chciałem prosić was wszystkich o wsparcie. - wyjaśnił dyrektor. - Zakon nie jest liczny, jednak może wyrządzić wiele problemów. Należy ich powstrzymać.
- Czy to nie zadanie ministerstwa? - mruknęła tym razem jakaś kobieta.
- Niestety, ale członkowie zakonu mieszkają wśród nas. Możemy się tylko domyślać, kto do nich należy. Wobec tego, ministerstwo pełne przeróżnego pochodzenia czarodziejów, nie jest najlepszym miejscem, na organizacje walki.
Na chwilę zapadła cisza, przepełniona napięciem. Zgromadzone osoby patrzyły po sobie niepewnie, nieprzekonane.
- Wiem, że po wygranej wojnie i ciężkiej walce, kolejna wydaje się koszmarem, jednak proszę was o pomoc w wyeliminowaniu jeszcze tego jednego zagrożenia, abyśmy wreszcie mogli żyć w pokoju.
- Ależ Dumbledore, nawet jeśli pozbędziemy się Walkirii, za chwilę pojawią się kolejne ugrupowania i kolejne zagrożenia! To jak walka z wiatrem! - zirytował się mężczyzna, który odezwał się jako pierwszy.
- Mimo to.. - rzekł Remus. - Jakoś nie będę mógł spać spokojnie ze świadomością, że mojemu synowi coś zagraża, podczas gdy ja niczego z tym nie zrobiłem. Zgadzam się, jeszcze ten jeden raz.
- Ja również. - rzekła Tonks.
- Myślę, że mogłabym się na coś przydać w tym stowarzyszeniu obronnym. - odparła sztywno McGonagal.
Harry'ego również nie trzeba było długo przekonywać. Sama myśl o Hermionie dodawała mu motywacji do działania, a co dopiero możliwość zemsty.
Na propozycję nie zgodziła się jedynie jedna z zaproszonych kobiet. Poza nią, wszyscy mniej lub bardziej chętnie, przystali na prośbę dyrektora.
- Dziękuję wam wszystkim bardzo i jeszcze raz przepraszam. To koniec zebrania, jesteście wolni. - rzekł starzec, podnosząc się z krzesła i znikając w kominku. W jego ślady poszli również inni, osłonięci zielonymi płomieniami.
W domu zostali tylko Remus i Nimfadora. Mieli co prawda przyjechać jutro, jednak do kolejnego dnia zostało już zaledwie parę godzin. Wspięli się razem po schodach, kierując się do sypialni, gdzie spał ich kilkumiesięczny syn.
Harry przeszedł z jadalni do salonu, gdzie zastał skuloną w fotelu Hermionę.
- W porządku? - spytał.
- Tak. - odparła ze smutnym uśmiechem. - Czasem po prostu... nie mogę wytrzymać.
Wybraniec usiadł na kanapie. Przez chwilę trwali w ciszy.
- Nie wydaje ci się to dziwne? - zapytał po chwili dziewczyna.
- Co..? - zdziwił się gryfon, wyrwany z rozmyślań
- To, że na zebraniu znów nie było Snape'a.
Chłopak zastanowił się chwilę. Rzeczywiście, na pierwszym spotkaniu w gabinecie dyrektora, profesor nie był obecny. Teraz również, a przecież Dumbledore powiedział, że to spotkanie wszystkich członków Zakonu Feniksa. Czyżby Snape już do niego nie należał? Przecież był kiedyś jedną z najważniejszych postaci w walce z Voldemort'em.
- Racja. - mruknął. - Masz jakąś teorię?
Hermiona pokręciła głową.
- Niestety... Jednak myślę Harry, że można by zapytać o to samego profesora.
Gryfon popatrzył na nią, jakby postradała zmysły.
- O tak i przypłacić to życiem. Myślę, że ta informacja nie jest aż tyle warta, wiesz?
- Przesadzasz. Jesteśmy dorośli, nie może przestraszyć nas już tą swoją peleryną czy szlabanem z Filch'em. - spojrzała na chłopaka, który wciąż wpatrywał się w nią z wysoko uniesionymi brwiami.
- Och, naprawdę? - jęknęła. - Walczyłeś z największym czarnoksiężnikiem wszech czasów, a boisz się nauczyciela?
- W niego nie mogę rzucić zaklęciem.
- Cóż, jeśli Dumbledore mu nie ufa, to być może już wkrótce będziesz musiał. - rzekła, wstając. - Idę na górę, dobranoc Harry.
Gryfon nie odpowiedział, zszokowany jej słowami. Nawet o tym nie pomyślał, a przecież było to tak oczywiste. Pokręcił głową. On również padał z nóg, nic dziwnego, że nie myślał trzeźwo.
Wspiął się po schodach i wszedł do swojej sypialni.
Rzeczą, która natychmiast przykuła jego uwagę był czarny kruk, stojący na ramie łóżka.
Doszedł do wniosku, iż to ten sam, który przyniósł mu dziwną wiadomość w Hogwarcie. Zdążył zupełnie zapomnieć o tym nietypowym liściku.
Ta informacja była równie krótka, co poprzednia, mimo to pozostawiła po sobie kolejną bezsenną noc i niepokój, który ustąpił dopiero wraz z pierwszymi promieniami słońca. A brzmiała ona:
''Stare długi wymagają zapłaty.''
___________________________________________
* - Przysięga zachowania tajemnicy.
~Morsmorde
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz