niedziela, 28 sierpnia 2016

Rozdział X

 Witam!

Przychodzę dzisiaj z nowym rozdziałem i krótką informacją, że kolejne części będą pojawiać się w weekendy, co tydzień lub dwa. Proszę jednak nie obwiniać mnie, a szkołę, która niestety zaczyna się już w czwartek. Jak wszyscy wiedzą, liceum - matura, tu już nie ma lekko, więc wolę z góry Was ostrzec o odstępach czasowych między postami.

Bez przedłużania, zapraszam na nowy rozdział i do komentarzy. Miłego czytania :)
 

~Morsmorde


  Rozdział 10


 Kolejny dzień przyniósł ze sobą gwałtowną burzę.
Niebo za oknami co rusz rozjaśniała błyskawica, nie raz trafiając w szkolne mury. Pomimo nie sprzyjającej aury, uczniowie bez wyjątku zmuszeni byli iść na zajęcia.
Harry usiadł w przedostatniej ławce po lewej, w klasie transmutacji. Zazwyczaj siedział z Ron'em, jednak wciąż nie miał ochoty na rozmowę z chłopakiem. Sala powoli zapełniła się uczniami, a jako ostatnia weszła profesor McGonagal.

- Dzień dobry. - rzekła. Odpowiedział jej chór smętnych głosów. - Dzisiaj zajmiemy się przemianą rzeczy różnych rozmiarów, co jest nie tylko przydatne, ale również często pojawia się na OWTM-ach. Waszym zadaniem, będzie transmutowanie kawałka papieru w fotel. Inkantacja to ''recenser'', zaczynajcie!

Gryfon zerknął na skrawek, który przed nim leżał. Podniósł go i zapobiegawczo położył na podłodze, aby uniknąć niepożądanego efektu.

Pierwszej udało się tego dokonać Hermionie, która aktualnie siedziała w czerwonym, masywnym fotelu. Jemu samemu zajęło to niemal pół godziny, jednak ostatecznie pojawił się przed nim mebel w kolorze pergaminu.

Zerknął na Granger'ównę i gdy ich spojrzenia się spotkały, szybko odwrócił wzrok. Poczuł, że lekko się czerwieni. Otrząsnął się.
Nie będzie się przecież rumienił jak jakaś dziewica i to jeszcze na forum klasy! Westchnął. Przez całe zajęcia usilnie unikał spoglądania na dziewczynę, a teraz musiał to zepsuć.
Nie czuł się zbyt pewnie po wczorajszym pocałunku, nie miał pojęcia co czuje Hermiona. A jeśli go odrzuci?
To działo się zbyt szybko, przecież zaledwie dwa tygodnie temu zginęli jej rodzice! Mimo to nie mógł przestać myśleć o tym co wczoraj zaszło.

Tuż po dzwonku wyszedł z klasy i rezygnując z obiadu, wyszedł na błonia. Ulewa wciąż trwała, jednak burza nieco ucichła.
Przechadzał się powoli, pozwalając aby deszcz moczył mu ubranie. Zadrżał lekko z zimna, gdy woda zaczęła spływać mu za kołnierz. Odwrócił się w stronę zamku. To był jego siódmy rok w Hogwarcie. Wkrótce skończy szkołę i zostanie dorosłym czarodziejem. Co w tedy zrobi? Jeszcze do niedawna marzył o karierze aurora, jednak teraz wcale nie był taki pewien czego chce.

Nagle zauważył postać idącą w jego stronę. Gdy się zbliżyła, rozpoznał brązowowłosą gryfonkę.

- Przeziębisz się Harry. - rzekła, stając w odległości metra.
- Nic mi nie będzie, ale ty lepiej wracaj do zamku. - odparł.
- Nałożyłam na siebie zaklęcie odpychające wodę. Taki deszczyk mi nie zagraża. - uśmiechnęła się lekko.

Dopiero teraz zauważył, że dziewczyna była całkowicie sucha. No tak, jak zwykle nie pomyślał o tym, że istnieje coś takiego jak magia, nawet pomimo pobytu tutaj. Westchnął, pocierając o siebie rękami, aby je rozgrzać. Nie mógł się wyzbyć starych, mugolskich przyzwyczajeń. Choć Hermiona nie miała z tym jak widać problemu. Wzruszył ramionami.

- Jak zwykle myślisz o wszystkim.

Gryfonka opuściła wzrok, marszcząc brwi.

- Harry... - zaczęła - Wczoraj na wieży... - zająknęła się. - Ja...
- Przepraszam cię za to. - wszedł jej w słowo chłopak. - To.. Nie mogłem się powstrzymać, ale obiecuję, że to się nie powtórzy. Wiem, że ci ciężko, a ja wykorzystałem sytuację.
- Nie, to nie tak. - odparła. - Naprawdę mi na tobie zależy. Po prostu... Chyba nie jestem jeszcze gotowa. - rzekła.
- W porządku, rozumiem. - powiedział szybko gryfon i odwrócił się, aby nie dostrzegła zawodu na jego twarzy. - Daj znać, jak już będziesz gotowa. - mruknął, idąc w stronę zamku.

Stracił ochotę na czyjekolwiek towarzystwo.

 

                                                                     ~.oOo.~


 Jesienne burze wkrótce zamieniły się w obfite opady śniegu. Uczniowie, zwłaszcza młodsi, korzystali z uroków zimowego krajobrazu.

Harry wbiegł do zamku unikając pędzącej w jego stronę śnieżki, posłanej przez Dean'a Thomas'a. Na jego twarzy gościł uśmiech, a policzki miał zaróżowione od zimna. Niestety, ta lekka euforia została szybko rozwiana przez pewną postać, popularnie nazywaną przez uczniów "naczelnym postrachem Hogwartu", bądź "Nietoperzem z lochów", jak kto woli.

- Potter. - odezwał się Snape. Pomimo jego interwencji w sprawie gryfonki, ich relacje nieszczególnie się ociepliły.
- Tak, profesorze? - rzekł Harry, marszcząc brwi.
- Dyrektor cie wzywa. - odparł Mistrz Eliksirów, po czym wyminął chłopaka.
- Yyy, profesorze? - zawołał gryfon.
- Czego, Potter? - warknął Snape.
- Jakie jest hasło? - spytał.

Mężczyzna uśmiechnął się kpiąco

- Chyba nie myślisz, że podałbym hasło uczniowi? - powiedział na odchodnym.

Potter warknął cicho.

- Przeklęty Nietoperz.

Ruszył szybkim krokiem do gabinetu Dumbledor'a.
Stanął przed gargulcem, nie bardzo wiedząc co zrobić. Wyglądało jednak na to, że tym razem sprzyjało mu szczęście, jako że dyrektor szedł właśnie korytarzem.

- Ach, Harry! - starzec uśmiechnął się,  a w jego oczach migotały iskierki. - Witaj, chłopcze. Przysłał cię profesor Snape? - bardziej stwierdził, niż spytał.

Gryfon kiwnął głową.

- W takim razie zapraszam na górę. - rzekł, po czym podszedł do gargulca i mruknął cicho - Lukrecjowe pałki!

Posąg drgnął i przesunął się w górę, odsłaniając kręte schody.


Po zaoferowaniu przez dyrektora herbaty i cytrynowych dropsów, od których starzec był wyraźnie uzależniony, usiedli w fotelach.

- Powiedz mi chłopcze, jak się ma panna Granger? - spytał dyrektor.
- W porządku - rzekł chłopak, choć tak naprawdę nie był pewny. Od tamtego burzowego dnia rozmawiali tylko półsłówkami.
- To dzielna dziewczyna - stwierdził dyrektor, po czym zmienił temat. - Harry, chciałbym abyś te święta spędził na Grimaud Place.

Gryfon spojrzał na dyrektora zdziwiony. Fakt, podczas wojny z Voldemort'em, dom Syriusza spełniał rolę Kwatery Głównej, jednak teraz, po wygraniu wojny i śmierci jego ojca chrzestnego, stał pusty i to od wielu miesięcy.

- Dlaczego?
- Cóż, chyba wiesz, że jest teraz twój. Zresztą chciałbym, abyś spędził trochę czasu z przyjaciółmi.

Może dyrektor miał rację. Mógłby przecież zaprosić Lupina i Tonks wraz z ich synem, czy nawet Kingsley'a, który praktycznie nie wychodził z ministerstwa. Skoro wojna się skończyła, chyba najwyższy czas, aby przeżyć prawdziwe święta z tymi,  z którymi nie było jeszcze okazji wymienić się życzeniami.

- Dobrze, pomyślę o tym. - odparł.

- Cieszę się. - rzekł dyrektor, uśmiechając się. - Niesamowicie wyrosłeś, jesteś teraz dorosły, a ja wciąż widzę w tobie dziecko. Wybacz starcowi te wspomnienia, chłopcze. Ale dopiero teraz zauważyłem, jak szybko czas ucieka.

Złoty Chłopiec wyszedł z gabinetu kilka minut później. Postanowił jeszcze tego dnia rozesłać sowy z zaproszeniami.

- Lepiej załatwić to wcześniej. - mruknął sam do siebie.


                                                                         ~.oOo.~


 Tej samej nocy, pewna brązowowłosa gryfonka siedziała przed kominkiem w pokoju wspólnym. Było już dobrze po północy, a komnata świecił pustkami. Wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w ogień, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu. Pogrążona w smętnych myślach, nie zauważyła nawet, gdy ktoś koło niej usiadł.

- Miona? Co tu robisz?
- Och, Harry! Wystraszyłeś mnie. - rzekła z wyrzutem. - Rozmawiałam z Ginny, ale poszła spać jakąś godzinę temu.

- O czym myślałaś?
- Czemu pytasz? - odwróciła wzrok.
- Przez twoją minę. - mruknął, zdając sobie sprawę, jak głupie było to wytłumaczenie.
- To... nic. Spadł śnieg i przypomniały mi się święta w domu. Jeszcze zanim zaczęła się ta przeklęta wojna.

Nagle chłopak uświadomił sobie, że Hermiona nie pojedzie w tym roku do rodziny.


- Zostaniesz w zamku?  - zapytał.
- Pani Weasley mnie zaprosiła. - odparła, krzywiąc się. - Ale chyba wcale nie oczekuje, że przyjadę. - uśmiechnęła się smutno.
- Może - zaczął gryfon - pojedziesz ze mną na Grimaud Place? Zaprosiłem jeszcze kilka osób.

Gryfonka spojrzała na niego, przygryzając dolną wargę w zastanowieniu.


- Jesteś pewny?

- Oczywiście. Mam dość tej dziwnej relacji i niedopowiedzeń. Może chociaż na święta wrócimy do dawnych czasów?

 Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko rzuciła mu się na szyję.

 - Dziękuję. - rzekła. - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.

 Chłopak uśmiechnął się, zadowolony choć z takiej bliskości. 

Kochał ją. Kochał bardzo mocno. 
To dziwne, że na uświadomienie sobie tego, potrzebował aż ośmiu lat.
______________________

Na końcu, chciałabym jeszcze podziękować pewnej czytelniczce, która skomentowała post z rozdziałem wstawiony na fb. Zmotywowałaś mnie bardzo, od razu dostałam mocnego kopa ;D Dziękuję bardzo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz