sobota, 24 września 2016

Rozdział XI

  Rozdział 11

   Hogwart Express wjechał na peron 9 i 3/4 wolnym tempem.
Na stacji roiło się od stęsknionych rodziców uczniów, którzy wkrótce mieli zobaczyć swoje pociechy.
Harry wysiadł z pociągu, ciągnąc za sobą swój bagaż. Zima rozpoczęła się na dobre, zaznaczając swój teren zaspami i wszechobecnym chłodem.

- Harry? - Hermiona stanęła obok niego. - Jak dostaniemy się na Grimmauld Place?
- Świstoklikiem. Dumbledore dał mi go wczoraj. - odparł chłopak, wyciągając z kieszeni stare pióro. - Chwyć się.

Dziewczyna ścisnęła jedną z końcówek pióra i niemal natychmiast poczuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, od którego zrobiło jej się niedobrze, a zaraz potem wylądowała na twardych deskach domu Black'ów. Harry pojawił się obok niej kilka sekund później.
Rozejrzeli się dookoła. Stali w przedpokoju, tuż obok portretu matki Syriusza, która zaskoczona ich nagłym przybyciem, nie odezwała się słowem.
Gryfon przeszedł dalej w głąb domu.
 Nie był tu od momentu gdy polowali na horkruksy. Niewiele się zmieniło. Właściwie jedyną różnicą było to, iż bałagan jaki zrobili został sprzątnięty. Nadal odczuwał dziwną pustkę, gdy przyglądał się starym obrazom i meblom. Wszystkie kojarzyły mu się z ojcem chrzestnym. Otrząsnął się lekko.

- Stworek! - krzyknął.

Przez chwilę nikt mu nie odpowiedział, jednak po chwili drzwi z kuchni otworzyły się, a zza nich wyłonił się stary skrzat.

- Panicz Potter przybył do swego domu. - odezwał się. - I przyprowadził ze sobą tę mugolską dziewczynę.
- Hermiona jest czarodziejką, rozumiesz? - warknął chłopak - Przygotuj pokoje na górze. Będziemy mieli gości.
- Oczywiście, stworek żyje po to aby służyć paniczowi... - jęknął skrzat i odszedł, mrucząc coś pod nosem.
- Uprzejmy jak zawsze. - stwierdziła z lekkim uśmiechem panna Granger, wchodząc do pomieszczenia.
- Przynajmniej to się nie zmieniło. - mruknął Harry.

Uśmiech dziewczyny zbladł.

- Pójdę się rozpakować. - rzekła, i wspięła się po schodach.

Gryfon kiwnął głową i usiadł w jednym z foteli.
Wczoraj Dumbledore nie tylko dał mu świstoklik, ale również wspomniał, że chciałby zorganizować niewielkie zebranie byłych członków Zakonu Feniksa, którym udało się przetrwać wojnę.
Ta kwestia ciekawiła go o tyle, że dyrektor nie urządzał zebrań od miesięcy, a tym bardziej w czasie, który wszyscy powinni spędzić w rodzinnym gronie.
Spotkanie miało się odbyć jeszcze tego dnia wieczorem.
Harry westchnął. Był zmęczony podróżą, a perspektywa przyszłości również nie była zbyt kolorowa.
Wstał i wspiął się po schodach z zamiarem wzięcia długiego i gorącego prysznica.


~.oOo.~

- Witam was moi drodzy. - rzekł uroczystym tonem dyrektor. - Wybaczcie, że zabieram wasz czas, gdy powinniście odpoczywać w rodzinnych domach, jednak sprawa jest dość pilna.

Na zebraniu byli Lupin, Tonks, Kingsley, McGonagal i kilka osób, których ani Harry, ani Hermiona nie rozpoznawali.

- Mam niestety złe wieści. Zarejestrowano kolejne ataki na mugolskie rodziny. Co ciekawe, ofiarami są osoby, które w swoim rodowodzie, w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, miały czarodzieja. Najczęściej są ich wnukami, bądź prawnukami.
- Ministerstwo obwinia o to Walkirie. - dodał Kingsley.
- Zapewne słusznie. - stwierdził Lupin. - Przynajmniej na to wskazują poprzednie... - zawiesił głos, gdy jego spojrzenie padło na dziwnie przygaszoną Hermionę. - ... incydenty. - dokończył. 
- Wiadomo czemu atakowani są mugolscy potomkowie czarodziejów? - spytał Harry.
- Nie mamy pewności, ale... 
- Przepraszam - przerwała mu Hermiona. - ale muszę wyjść.

Gryfon popatrzył za nią, gdy opuszczała pomieszczenie z opuszczoną głową.
W pierwszym momencie chciał za nią iść, jednak wtedy Shacklebolt podjął na nowo.

- Jak mówiłem, ministerstwo nie jest pewne, jednak podejrzewamy, że dużą rolę odgrywa tu Secretum Iuramentum.*
- Co? - spytał chłopak. 
- To pradawny rytuał. Działa podobnie do Fideliusa, jednak jest o wiele silniejszy.
- A co to ma wspólnego z Walkiriami?
- Jeszcze przed pierwszą wojną, gdy ludzie zaczynali odczuwać niepokój spowodowany nadchodzącym złem, Walkirie proponowały ukrycie domów oraz ich mieszkańców za pomocą tego rytuału. Jednak w zamian za zachowanie tajemnicy, pobierały opłatę w postaci służby pierwszego zdolnego do tego potomka, w ich zakonie. Wielu przystawało na taki układ. Jednak do Walkirii dołączyć mogą jedynie czarodzieje, więc mugolscy potomkowie nie mogą spłacić długu. Wobec tego członkowie zakonu zabijają ich aby wyrównać rachunki. 
- To okropne. - mruknęła Tonks. 
- Wojna też była okropna. A ludzie instynktownie dążą do przetrwania. - skomentował nowy minister.
- Nawet jeśli, to i tak uważam, że to obrzydliwe, aby wykorzystywać rodzinę w ten sposób. 
- Zaraz... Czyli rodzice Hermiony byli spadkobiercami tego długu? - spytał Harry.
- Na to wygląda, mój chłopcze. - rzekł Dumbledore.
- Ale co możemy z tym zrobić? - zapytał jeden z mężczyzn, nieznanych gryfonowi. - Nie mamy wpływu na ich poczynania.
- Właściwie, to chciałem prosić was wszystkich o wsparcie. - wyjaśnił dyrektor. - Zakon nie jest liczny, jednak może wyrządzić wiele problemów. Należy ich powstrzymać.
- Czy to nie zadanie ministerstwa? - mruknęła tym razem jakaś kobieta.
- Niestety, ale członkowie zakonu mieszkają wśród nas. Możemy się tylko domyślać, kto do nich należy. Wobec tego, ministerstwo pełne przeróżnego pochodzenia czarodziejów, nie jest najlepszym miejscem, na organizacje walki. 

Na chwilę zapadła cisza, przepełniona napięciem. Zgromadzone osoby patrzyły po sobie niepewnie, nieprzekonane.

- Wiem, że po wygranej wojnie i ciężkiej walce, kolejna wydaje się koszmarem, jednak proszę was o pomoc w wyeliminowaniu jeszcze tego jednego zagrożenia, abyśmy wreszcie mogli żyć w pokoju.
- Ależ Dumbledore, nawet jeśli pozbędziemy się Walkirii, za chwilę pojawią się kolejne ugrupowania i kolejne zagrożenia! To jak walka z wiatrem! - zirytował się mężczyzna, który odezwał się jako pierwszy.
- Mimo to.. - rzekł Remus. - Jakoś nie będę mógł spać spokojnie ze świadomością, że mojemu synowi coś zagraża, podczas gdy ja niczego z tym nie zrobiłem. Zgadzam się, jeszcze ten jeden raz.
- Ja również. - rzekła Tonks.
- Myślę, że mogłabym się na coś przydać w tym stowarzyszeniu obronnym. - odparła sztywno McGonagal.

Harry'ego również nie trzeba było długo przekonywać. Sama myśl o Hermionie dodawała mu motywacji do działania, a co dopiero możliwość zemsty.
Na propozycję nie zgodziła się jedynie jedna z zaproszonych kobiet. Poza nią, wszyscy mniej lub bardziej chętnie, przystali na prośbę dyrektora.

- Dziękuję wam wszystkim bardzo i jeszcze raz przepraszam. To koniec zebrania, jesteście wolni. - rzekł starzec, podnosząc się z krzesła i znikając w kominku. W jego ślady poszli również inni, osłonięci zielonymi płomieniami. 

W domu zostali tylko Remus i Nimfadora. Mieli co prawda przyjechać jutro, jednak do kolejnego dnia zostało już zaledwie parę godzin. Wspięli się razem po schodach, kierując się do sypialni, gdzie spał ich kilkumiesięczny syn.

Harry przeszedł z jadalni do salonu, gdzie zastał skuloną w fotelu Hermionę. 

- W porządku? - spytał.
- Tak. - odparła ze smutnym uśmiechem. - Czasem po prostu... nie mogę wytrzymać.

Wybraniec usiadł na kanapie. Przez chwilę trwali w ciszy.

- Nie wydaje ci się to dziwne? -  zapytał po chwili dziewczyna.
- Co..? - zdziwił się gryfon, wyrwany z rozmyślań
- To, że na zebraniu znów nie było Snape'a. 

Chłopak zastanowił się chwilę. Rzeczywiście, na pierwszym spotkaniu w gabinecie dyrektora, profesor nie był obecny. Teraz również, a przecież Dumbledore powiedział, że to spotkanie wszystkich członków Zakonu Feniksa. Czyżby Snape już do niego nie należał? Przecież był kiedyś jedną z najważniejszych postaci w walce z Voldemort'em.

- Racja. - mruknął. - Masz jakąś teorię?

Hermiona pokręciła głową.

- Niestety... Jednak myślę Harry, że można by zapytać o to samego profesora.

Gryfon popatrzył na nią, jakby postradała zmysły.

- O tak i przypłacić to życiem. Myślę, że ta informacja nie jest aż tyle warta, wiesz?  
- Przesadzasz. Jesteśmy dorośli, nie może przestraszyć nas już tą swoją peleryną czy szlabanem z Filch'em. - spojrzała na chłopaka, który wciąż wpatrywał się w nią z wysoko uniesionymi brwiami.
- Och, naprawdę? - jęknęła. - Walczyłeś z największym czarnoksiężnikiem wszech czasów, a boisz się nauczyciela?
- W niego nie mogę rzucić zaklęciem.
- Cóż, jeśli Dumbledore mu nie ufa, to być może już wkrótce będziesz musiał. - rzekła, wstając. - Idę na górę, dobranoc Harry.

Gryfon nie odpowiedział, zszokowany jej słowami. Nawet o tym nie pomyślał, a przecież było to tak oczywiste. Pokręcił głową. On również padał z nóg, nic dziwnego, że nie myślał trzeźwo.
Wspiął się po schodach i wszedł do swojej sypialni.  
Rzeczą, która natychmiast przykuła jego uwagę był czarny kruk, stojący na ramie łóżka. 
Doszedł do wniosku, iż to ten sam, który przyniósł mu dziwną wiadomość w Hogwarcie. Zdążył zupełnie zapomnieć o tym nietypowym liściku.
Ta informacja była równie krótka, co poprzednia, mimo to pozostawiła po sobie kolejną bezsenną noc i niepokój, który ustąpił dopiero wraz z pierwszymi promieniami słońca. A brzmiała ona:

 

''Stare długi wymagają zapłaty.''



___________________________________________
* -  Przysięga zachowania tajemnicy.


~Morsmorde

niedziela, 28 sierpnia 2016

Rozdział X

 Witam!

Przychodzę dzisiaj z nowym rozdziałem i krótką informacją, że kolejne części będą pojawiać się w weekendy, co tydzień lub dwa. Proszę jednak nie obwiniać mnie, a szkołę, która niestety zaczyna się już w czwartek. Jak wszyscy wiedzą, liceum - matura, tu już nie ma lekko, więc wolę z góry Was ostrzec o odstępach czasowych między postami.

Bez przedłużania, zapraszam na nowy rozdział i do komentarzy. Miłego czytania :)
 

~Morsmorde


  Rozdział 10


 Kolejny dzień przyniósł ze sobą gwałtowną burzę.
Niebo za oknami co rusz rozjaśniała błyskawica, nie raz trafiając w szkolne mury. Pomimo nie sprzyjającej aury, uczniowie bez wyjątku zmuszeni byli iść na zajęcia.
Harry usiadł w przedostatniej ławce po lewej, w klasie transmutacji. Zazwyczaj siedział z Ron'em, jednak wciąż nie miał ochoty na rozmowę z chłopakiem. Sala powoli zapełniła się uczniami, a jako ostatnia weszła profesor McGonagal.

- Dzień dobry. - rzekła. Odpowiedział jej chór smętnych głosów. - Dzisiaj zajmiemy się przemianą rzeczy różnych rozmiarów, co jest nie tylko przydatne, ale również często pojawia się na OWTM-ach. Waszym zadaniem, będzie transmutowanie kawałka papieru w fotel. Inkantacja to ''recenser'', zaczynajcie!

Gryfon zerknął na skrawek, który przed nim leżał. Podniósł go i zapobiegawczo położył na podłodze, aby uniknąć niepożądanego efektu.

Pierwszej udało się tego dokonać Hermionie, która aktualnie siedziała w czerwonym, masywnym fotelu. Jemu samemu zajęło to niemal pół godziny, jednak ostatecznie pojawił się przed nim mebel w kolorze pergaminu.

Zerknął na Granger'ównę i gdy ich spojrzenia się spotkały, szybko odwrócił wzrok. Poczuł, że lekko się czerwieni. Otrząsnął się.
Nie będzie się przecież rumienił jak jakaś dziewica i to jeszcze na forum klasy! Westchnął. Przez całe zajęcia usilnie unikał spoglądania na dziewczynę, a teraz musiał to zepsuć.
Nie czuł się zbyt pewnie po wczorajszym pocałunku, nie miał pojęcia co czuje Hermiona. A jeśli go odrzuci?
To działo się zbyt szybko, przecież zaledwie dwa tygodnie temu zginęli jej rodzice! Mimo to nie mógł przestać myśleć o tym co wczoraj zaszło.

Tuż po dzwonku wyszedł z klasy i rezygnując z obiadu, wyszedł na błonia. Ulewa wciąż trwała, jednak burza nieco ucichła.
Przechadzał się powoli, pozwalając aby deszcz moczył mu ubranie. Zadrżał lekko z zimna, gdy woda zaczęła spływać mu za kołnierz. Odwrócił się w stronę zamku. To był jego siódmy rok w Hogwarcie. Wkrótce skończy szkołę i zostanie dorosłym czarodziejem. Co w tedy zrobi? Jeszcze do niedawna marzył o karierze aurora, jednak teraz wcale nie był taki pewien czego chce.

Nagle zauważył postać idącą w jego stronę. Gdy się zbliżyła, rozpoznał brązowowłosą gryfonkę.

- Przeziębisz się Harry. - rzekła, stając w odległości metra.
- Nic mi nie będzie, ale ty lepiej wracaj do zamku. - odparł.
- Nałożyłam na siebie zaklęcie odpychające wodę. Taki deszczyk mi nie zagraża. - uśmiechnęła się lekko.

Dopiero teraz zauważył, że dziewczyna była całkowicie sucha. No tak, jak zwykle nie pomyślał o tym, że istnieje coś takiego jak magia, nawet pomimo pobytu tutaj. Westchnął, pocierając o siebie rękami, aby je rozgrzać. Nie mógł się wyzbyć starych, mugolskich przyzwyczajeń. Choć Hermiona nie miała z tym jak widać problemu. Wzruszył ramionami.

- Jak zwykle myślisz o wszystkim.

Gryfonka opuściła wzrok, marszcząc brwi.

- Harry... - zaczęła - Wczoraj na wieży... - zająknęła się. - Ja...
- Przepraszam cię za to. - wszedł jej w słowo chłopak. - To.. Nie mogłem się powstrzymać, ale obiecuję, że to się nie powtórzy. Wiem, że ci ciężko, a ja wykorzystałem sytuację.
- Nie, to nie tak. - odparła. - Naprawdę mi na tobie zależy. Po prostu... Chyba nie jestem jeszcze gotowa. - rzekła.
- W porządku, rozumiem. - powiedział szybko gryfon i odwrócił się, aby nie dostrzegła zawodu na jego twarzy. - Daj znać, jak już będziesz gotowa. - mruknął, idąc w stronę zamku.

Stracił ochotę na czyjekolwiek towarzystwo.

 

                                                                     ~.oOo.~


 Jesienne burze wkrótce zamieniły się w obfite opady śniegu. Uczniowie, zwłaszcza młodsi, korzystali z uroków zimowego krajobrazu.

Harry wbiegł do zamku unikając pędzącej w jego stronę śnieżki, posłanej przez Dean'a Thomas'a. Na jego twarzy gościł uśmiech, a policzki miał zaróżowione od zimna. Niestety, ta lekka euforia została szybko rozwiana przez pewną postać, popularnie nazywaną przez uczniów "naczelnym postrachem Hogwartu", bądź "Nietoperzem z lochów", jak kto woli.

- Potter. - odezwał się Snape. Pomimo jego interwencji w sprawie gryfonki, ich relacje nieszczególnie się ociepliły.
- Tak, profesorze? - rzekł Harry, marszcząc brwi.
- Dyrektor cie wzywa. - odparł Mistrz Eliksirów, po czym wyminął chłopaka.
- Yyy, profesorze? - zawołał gryfon.
- Czego, Potter? - warknął Snape.
- Jakie jest hasło? - spytał.

Mężczyzna uśmiechnął się kpiąco

- Chyba nie myślisz, że podałbym hasło uczniowi? - powiedział na odchodnym.

Potter warknął cicho.

- Przeklęty Nietoperz.

Ruszył szybkim krokiem do gabinetu Dumbledor'a.
Stanął przed gargulcem, nie bardzo wiedząc co zrobić. Wyglądało jednak na to, że tym razem sprzyjało mu szczęście, jako że dyrektor szedł właśnie korytarzem.

- Ach, Harry! - starzec uśmiechnął się,  a w jego oczach migotały iskierki. - Witaj, chłopcze. Przysłał cię profesor Snape? - bardziej stwierdził, niż spytał.

Gryfon kiwnął głową.

- W takim razie zapraszam na górę. - rzekł, po czym podszedł do gargulca i mruknął cicho - Lukrecjowe pałki!

Posąg drgnął i przesunął się w górę, odsłaniając kręte schody.


Po zaoferowaniu przez dyrektora herbaty i cytrynowych dropsów, od których starzec był wyraźnie uzależniony, usiedli w fotelach.

- Powiedz mi chłopcze, jak się ma panna Granger? - spytał dyrektor.
- W porządku - rzekł chłopak, choć tak naprawdę nie był pewny. Od tamtego burzowego dnia rozmawiali tylko półsłówkami.
- To dzielna dziewczyna - stwierdził dyrektor, po czym zmienił temat. - Harry, chciałbym abyś te święta spędził na Grimaud Place.

Gryfon spojrzał na dyrektora zdziwiony. Fakt, podczas wojny z Voldemort'em, dom Syriusza spełniał rolę Kwatery Głównej, jednak teraz, po wygraniu wojny i śmierci jego ojca chrzestnego, stał pusty i to od wielu miesięcy.

- Dlaczego?
- Cóż, chyba wiesz, że jest teraz twój. Zresztą chciałbym, abyś spędził trochę czasu z przyjaciółmi.

Może dyrektor miał rację. Mógłby przecież zaprosić Lupina i Tonks wraz z ich synem, czy nawet Kingsley'a, który praktycznie nie wychodził z ministerstwa. Skoro wojna się skończyła, chyba najwyższy czas, aby przeżyć prawdziwe święta z tymi,  z którymi nie było jeszcze okazji wymienić się życzeniami.

- Dobrze, pomyślę o tym. - odparł.

- Cieszę się. - rzekł dyrektor, uśmiechając się. - Niesamowicie wyrosłeś, jesteś teraz dorosły, a ja wciąż widzę w tobie dziecko. Wybacz starcowi te wspomnienia, chłopcze. Ale dopiero teraz zauważyłem, jak szybko czas ucieka.

Złoty Chłopiec wyszedł z gabinetu kilka minut później. Postanowił jeszcze tego dnia rozesłać sowy z zaproszeniami.

- Lepiej załatwić to wcześniej. - mruknął sam do siebie.


                                                                         ~.oOo.~


 Tej samej nocy, pewna brązowowłosa gryfonka siedziała przed kominkiem w pokoju wspólnym. Było już dobrze po północy, a komnata świecił pustkami. Wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w ogień, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu. Pogrążona w smętnych myślach, nie zauważyła nawet, gdy ktoś koło niej usiadł.

- Miona? Co tu robisz?
- Och, Harry! Wystraszyłeś mnie. - rzekła z wyrzutem. - Rozmawiałam z Ginny, ale poszła spać jakąś godzinę temu.

- O czym myślałaś?
- Czemu pytasz? - odwróciła wzrok.
- Przez twoją minę. - mruknął, zdając sobie sprawę, jak głupie było to wytłumaczenie.
- To... nic. Spadł śnieg i przypomniały mi się święta w domu. Jeszcze zanim zaczęła się ta przeklęta wojna.

Nagle chłopak uświadomił sobie, że Hermiona nie pojedzie w tym roku do rodziny.


- Zostaniesz w zamku?  - zapytał.
- Pani Weasley mnie zaprosiła. - odparła, krzywiąc się. - Ale chyba wcale nie oczekuje, że przyjadę. - uśmiechnęła się smutno.
- Może - zaczął gryfon - pojedziesz ze mną na Grimaud Place? Zaprosiłem jeszcze kilka osób.

Gryfonka spojrzała na niego, przygryzając dolną wargę w zastanowieniu.


- Jesteś pewny?

- Oczywiście. Mam dość tej dziwnej relacji i niedopowiedzeń. Może chociaż na święta wrócimy do dawnych czasów?

 Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko rzuciła mu się na szyję.

 - Dziękuję. - rzekła. - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.

 Chłopak uśmiechnął się, zadowolony choć z takiej bliskości. 

Kochał ją. Kochał bardzo mocno. 
To dziwne, że na uświadomienie sobie tego, potrzebował aż ośmiu lat.
______________________

Na końcu, chciałabym jeszcze podziękować pewnej czytelniczce, która skomentowała post z rozdziałem wstawiony na fb. Zmotywowałaś mnie bardzo, od razu dostałam mocnego kopa ;D Dziękuję bardzo :)

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział IX

 Witajcie,
 jeśli chodzi o informacje, zapraszam do poprzedniego posta. Teraz nie będę przedłużać i życzę miłego czytania ;)
~Morsmorde 

Rozdział 9

Harry siedział na łóżku, głaszcząc delikatnie włosy Hermiony.
Dziewczyna zasnęła jakąś godzinę temu. Ciężko znosiła śmierć rodziców. Zresztą sam również coś o tym wiedział. Co prawda nie znał ich zbyt dobrze i miał zaledwie rok gdy zginęli jednak i tak bolało, nim przywykł do tego, że nigdy nie pójdzie z ojcem na spacer, ani nie przytuli się do matki. Wujostwo również nie ułatwiło mu sprawy, jednak nie chciał teraz myśleć o swoich nieszczęsnych krewnych.
Państwo Granger'owie byli jednak przykładnymi rodzicami i gryfonce będzie trudno się z tym pogodzić. Wiedział, że nie może teraz zostawić dziewczyny samej. 
Wciąż męczyła go jednak sprawa Zakonu Walkirii. Czym było właściwie to zgromadzenie?
Do listy pytań mógł dołożyć jeszcze dziwne zachowanie Fariares'a.
Z westchnieniem ułożył się na łóżku, przymykając oczy. Odrobina snu, powinna nieco rozjaśnić jego ociężałe myśli.

~.oOo.~

Kolacja w Wielkiej Sali trwała w wyjątkowo ponurej jak na Hogwart atmosferze. 
Uczniowie przygnębieni ostatnimi wydarzeniami, jedli posiłek w niemal całkowitej ciszy. 
Poważny wyjątek od reguły stanowił również Ron Weasley, zazwyczaj głośno dyskutujący i objadający się najróżniejszymi potrawami, siedział teraz ze wzrokiem wbitym w stół, grzebiąc bez przekonania widelcem w talerzu. Czuł się okropnie po tym co się stało, obwiniał się o śmierć byłej dziewczyny, a kiedyś przecież najlepszej przyjaciółki. Żałował teraz bardzo mocno tego co zrobił. Upił się wtedy, a pijany nie dbał o nic.
Uniósł wzrok na Dumbledore'a, który wstał od stołu nauczycielskiego.
- Moi drodzy - rzekł - Zapewne nas wszystkich tak samo zabolała ta strata. Mam przyjemność jednak poinformować was, iż pewien z uczniów zaryzykował bardzo wiele igrając z niezwykle niebezpiecznymi siłami i dokonał wyjątkowego czynu. Dzięki niemu, nie musimy godzić się z tą straszną nowiną. - Wszyscy uczniowie patrzyli na dyrektora zdumieni jego dziwną przemową. - Oświadczam więc, że panna Granger żyje. I proszę was, abyście przestali myśleć o tym co się nie stało i nie wspominali więcej tej sprawy. Dziękuję. 

Poprzednie zdziwienie zmieniło się teraz w szok. Niektórzy uczniowie uśmiechali się nawet pod nosem, myśląc, że staruszek już całkiem zwariował.
Już po chwili w Wielkiej Sali podniosła się wrzawa, w której nie sposób było rozróżnić poszczególne słowa.
Dyrektor usiadł na swoim miejscu uśmiechając się do wszystkich.
Tylko jedna osoba w pomieszczeniu nie odezwała się ani słowem.
Pewien rudowłosy gryfon wstał gwałtownie i wyszedł z Sali uderzając z wściekłością pięścią  w mur.

~.oOo.~

- Hermiona? - cichy głos Ginny dobiegł do starszej gryfonki. 
- Cześć, Gin. - odparła tamta bezsilnym tonem. Harry wyszedł jakiś czas temu, żeby dać jej trochę pomyśleć. 
Rudowłosa weszła niepewnie do pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
- Merlinie, ty na prawdę żyjesz.. - szepnęła i przytuliła mocno przyjaciółkę. Trwały tak przez chwilę w ciszy, po czym Weasley'ówna odsunęła się od Hermiony, ocierając pojedynczą łzę z policzka. - Nie mogłam pogodzić się z myślą, że...
- Spokojnie, nic mi nie jest. - rzekła gryfonka.
- Dobrze... - przez chwilę milczała, po czym zdecydowała się zadać to dręczące ją pytanie. - Dlaczego? Miona, dlaczego? - powtórzyła pół-szeptem. 
Brunetka usiadła na łóżku, opierając się o framugę i utkwiła smutny wzrok w podłodze. Wypłakała tyle łez, iż dziwnym było, że jej oczy jeszcze całkiem nie wyschły. Teraz nie miała już nawet na to siły. Była jednak pewna jednego. Już nigdy nie popełni tego samego błędu. Już nigdy nie spróbuje odebrać sobie życia.
Podniosła oczy. W ciągu kolejnej godziny wyjaśniła Ginny wszystko cichym i spokojnym głosem.

~.oOo.~

Minęły dwa tygodnie, podczas których Hermiona zdążyła poukładać praktycznie wszystkie swoje sprawy. 
 Pogrzeb jej rodziców odbył się na dwa dni po całym incydencie. Po wszystkim gryfonka zajęła swoje myśli nauką i nadrabianiem zaległości, powoli wracając do roli prefekt naczelnej.
Życie w Hogwarcie toczyło się naturalnym torem, a na zewnątrz robiło się coraz chłodniej. Zima zbliżała się wielkimi krokami. 
Uczniowie dość szybko przeszli nad ostatnimi wydarzeniami do porządku dziennego, traktując je wszystkie ze sporym dystansem. Wszystko wróciłoby zapewne do normy, gdyby nie pewien żuk, przechadzający się po terenach Hogwartu.
- Znów to zrobiła, wredna baba! - krzyknęła gryfonka siadając przy stole, na przeciw Harry'ego i Ginny.
- O co chodzi Miona? - spytała Ginny. Na widok proroka codziennego zrozumienie pojawiło się w jej oczach. - Czy to znów Skitter? - spytała, biorąc od dziewczyny gazetę. 
Zdjęcie na pierwszej stronie przedstawiało wyraźnie młodszą niż teraz Hermionę, która krzyczała na Ron'a. Fotografia musiała pochodzić z ich 4 roku, gdyż dziewczyna ubrana była w balową sukienkę. Ogromny tytuł głosił zaś: 

''W zemście za zdradę, sfingowała samobójstwo!'' 

- Uhhh, jak dorwałabym ją w swoje ręce... - warknęła Ginny. - Przeklęty babsztyl.
- Nie przejmuj się Miona, jutro wymyśli kolejny skandal i nikt nie będzie o tym pamiętać - rzekł Harry, odgryzając kawałek tosta z marmoladą.
W sali rozległ się głośny szum, spowodowany trzepotem dziesiątek sowich skrzydeł, zapowiadającym poranną pocztę.
- Patrzcie - Ginny wskazała w kierunku Ron'a, przed którym wylądował wszystkim znany Errol. Weasley odwiązał od jego nóżki czerwoną kopertę, po czym skrzywił się rozpoznając wyjca. Rzucił szybkie spojrzenie w kierunku Hermiony i szybko wyszedł z pomieszczenia.
- Taki wyjec to za mało - skwitował Harry, mimo wszystko uśmiechając się pod nosem. 
- Pani Weasley pewnie zobaczyła ten kretyński artykuł. - jęknęła gryfonka, nakładając sobie trochę jajecznicy na talerz.
- A to od kogo? - spytała rudowłosa.
- Hm? -mruknął chłopak, który dopiero teraz zobaczył, iż on również coś dostał.
Na stole stał czarny kruk, czekając spokojnie, aż od jego nóżki zostanie odwiązany list.
Gryfon wziął kawałek papieru. Było to krótka wiadomość, napisana nie znanym mu pismem. Zawierała zaledwie cztery słowa:

Nie uciekniesz przed przeznaczeniem.
  
- Co tam pisze, Harry? - spytała Hermiona.
Wybraniec wpatrywał się w staranie wykaligrafowane słowa. Nie miał pojęcia co o tym myśleć. Kto był nadawcą? Rozejrzał się dookoła, jednak wszyscy zajęci byli jedzeniem, nikt nie zwracał na niego uwagi. Zatem to nie mógł być głupi kawał hogwartczyków.Więc co? Postanowił przemyśleć to później.
- Harry? - Gryfonka wyglądała na zaniepokojoną. - O co chodzi?
- To... - zająknął się - Nic ważnego. Kolejny głupi żart ślizgonów. - wymyślił na poczekaniu. Zadziwiające, jak płynnie nauczył się kłamać. - Nie zwracaj na to uwagi.
- Skoro tak mówisz. - odparła dziewczyna, przyglądając mu się uważnie. 
Po chwili jednak na powrót zajęła się jedzeniem. Dość miała zmartwień.
 
~.oOo.~
Tego samego wieczoru Harry wszedł na wieżę astronomiczną, by pomyśleć. Wiele spraw było niejasnych, a to miejsce idealnie nadawało się do rozmyślań.
Gdy podszedł do barierki zorientował się, że nie był sam.
- Miona? - spojrzał na dziewczynę.
Ta nie zareagowała. Stali przez kilka minut w ciszy.
- Wiesz Harry... - zaczęła w końcu gryfonka - Jako dziecko myślałam, że jeśli będę się uczyć i w miarę dobrze postępować, moje życie będzie proste i udane w każdym calu. - uśmiechnęła się smutno. - Potem przeżyłam wojnę, zdradę i śmierć najbliższych. Przekonałam się na własnej skórze, że tak nie jest. Ale wiesz... - spojrzała na chłopaka - To może i lepiej, że nie żyję już w bajce. A skoro wiem, że dobre postępowanie nie zapewni mi owocnego życia, mogę robić coś, czego wcześniej nie przyjmowałam do wiadomości. Mogę nienawidzić.
Wybraniec nie odpowiedział. Patrzył tylko na jezioro w zamyśleniu.
- Nienawidzę ich Harry - szepnęła dziewczyna. - Szczerze nienawidzę, a nie wiem nawet kim są.
- Walkirii..? - gryfon bardziej stwierdził niż zapytał.
Hermiona skinęła głową.
- Pierwszy raz w życiu, mam ochotę życzyć komuś śmierci. - stwierdziła ze smutnym uśmiechem. - Muszę już iść. - dodała po chwili. Zatrzymała się jednak w półkroku.
- Harry - zwróciła się do chłopaka - Nie podziękowałam ci jeszcze za to co zrobiłeś.
Ten podszedł do niej i objął ją mocno.
- Nie dziękuj. To było egoistyczne z mojej strony. -odparł.
- Dlaczego? - dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem w oczach.
- Bo nie mógłbym bez ciebie żyć. - szepnął i w przypływie nagłego impulsu, musnął jej usta swoimi. To nie było jak zwykły pocałunek. To było coś o wiele bardziej czułego, delikatnego i czystego.
Odsunął się i zszedł po schodach zostawiając na wieży oniemiałą gryfonkę.

  

Sowa - Jeśli jesteś ciekawy/a...

Witam!
Hm... Jakby tu zacząć po roku nieobecności... Może tak:
''Wena to dziwka'' - poetycko prawda? To chyba jedno z trafniejszych określeń z jakimi się spotkałam.
Kolejnym jest ''Nie przekładaj na jutro tego, co możesz zrobić dzisiaj'', choć o wiele bardziej podoba mi się wersja:
''Nie przekładaj na jutro tego, co możesz zrobić pojutrze''. Do mojego wewnętrznego, nieposkromionego lenia, pasuje idealnie. No ale co można powiedzieć o osobie, która po spadnięciu z łóżka w środku nocy, zastanawia się w jak dużym stopniu jest jej niewygodnie, żeby stwierdzić czy warto wracać na górę? No właśnie. Do czego zmierzam...

Minął rok. Rok, podczas którego zdążyłam zrobić wiele, między innymi napisać kilka fanfic'ów, które mam nadzieję wrzucić kiedyś do sieci. Rok, podczas którego sporo się zmieniło. Rok, podczas którego nie wrzuciłam tu żadnego rozdziału...
Mogłabym was przepraszać w nieskończoność i jest mi okropnie głupio wracać po tak długim braku odzewu.

Postanowiłam jednak pomęczyć was jeszcze trochę tym opowiadaniem, na które (całe szczęście) znów naszła mnie wena. Jednak nawet gdy jej nie będzie, mam ustanowiony cel, jakim jest skończenie wreszcie fanfic'a, którego pisanie zaczęłam mając 13 lat. Blog założyłam po roku, który pierwsze rozdziały przeleżały spokojnie w szufladzie, nie ruszone. Czyli zasadniczo minęły 3 lata, a ja wciąż tkwię niemal w punkcie wyjścia. (Odnoszę wrażenie, że coraz bardziej się pogrążam...)

W takim razie kończę tę przydługą wymówkę i zapraszam na rozdział 9, który już zapewne jest dostępny.
Życzę miłego czytania i mam cichą nadzieję, że ktoś jednak ucieszy się z mojego powrotu zanim oberwę tymi wszystkim Cruciatus'ami. Tak więc komentujcie i motywujcie mojego lenia do dalszej pracy.

Pozdrawiam was wszystkich i jeszcze raz przepraszam,
~Morsmorde