Witajcie,
jeśli chodzi o informacje, zapraszam do poprzedniego posta. Teraz nie będę przedłużać i życzę miłego czytania ;)
~Morsmorde
Rozdział 9
Harry siedział na łóżku, głaszcząc delikatnie włosy Hermiony.
jeśli chodzi o informacje, zapraszam do poprzedniego posta. Teraz nie będę przedłużać i życzę miłego czytania ;)
~Morsmorde
Rozdział 9
Harry siedział na łóżku, głaszcząc delikatnie włosy Hermiony.
Dziewczyna zasnęła jakąś godzinę
temu. Ciężko znosiła śmierć rodziców. Zresztą sam również
coś o tym wiedział. Co prawda nie znał ich zbyt dobrze i miał
zaledwie rok gdy zginęli jednak i tak bolało, nim przywykł do
tego, że nigdy nie pójdzie z ojcem na spacer, ani nie przytuli się
do matki. Wujostwo również nie ułatwiło mu sprawy, jednak nie
chciał teraz myśleć o swoich nieszczęsnych krewnych.
Państwo Granger'owie byli jednak
przykładnymi rodzicami i gryfonce będzie trudno się z tym
pogodzić. Wiedział, że nie może teraz zostawić dziewczyny samej.
Wciąż męczyła go jednak sprawa Zakonu Walkirii. Czym było właściwie to zgromadzenie?
Do listy pytań mógł dołożyć jeszcze dziwne zachowanie Fariares'a.
Z westchnieniem ułożył się na łóżku, przymykając oczy. Odrobina snu, powinna nieco rozjaśnić jego ociężałe myśli.
~.oOo.~
Kolacja w Wielkiej Sali trwała w wyjątkowo ponurej jak na Hogwart atmosferze.
Uczniowie
przygnębieni ostatnimi wydarzeniami, jedli posiłek w niemal całkowitej
ciszy.
Poważny wyjątek od reguły stanowił również Ron Weasley, zazwyczaj głośno dyskutujący i objadający się najróżniejszymi potrawami, siedział teraz ze wzrokiem wbitym w stół, grzebiąc bez przekonania widelcem w talerzu. Czuł się okropnie po tym co się stało, obwiniał się o śmierć byłej dziewczyny, a kiedyś przecież najlepszej przyjaciółki. Żałował teraz bardzo mocno tego co zrobił. Upił się wtedy, a pijany nie dbał o nic.
Poważny wyjątek od reguły stanowił również Ron Weasley, zazwyczaj głośno dyskutujący i objadający się najróżniejszymi potrawami, siedział teraz ze wzrokiem wbitym w stół, grzebiąc bez przekonania widelcem w talerzu. Czuł się okropnie po tym co się stało, obwiniał się o śmierć byłej dziewczyny, a kiedyś przecież najlepszej przyjaciółki. Żałował teraz bardzo mocno tego co zrobił. Upił się wtedy, a pijany nie dbał o nic.
Uniósł wzrok na Dumbledore'a, który wstał od stołu nauczycielskiego.
-
Moi drodzy - rzekł - Zapewne nas wszystkich tak samo zabolała ta
strata. Mam przyjemność jednak poinformować was, iż pewien z uczniów
zaryzykował bardzo wiele igrając z niezwykle niebezpiecznymi siłami i
dokonał wyjątkowego czynu. Dzięki niemu, nie musimy godzić się z tą
straszną nowiną. - Wszyscy uczniowie patrzyli na dyrektora zdumieni jego
dziwną przemową. - Oświadczam więc, że panna Granger żyje. I proszę
was, abyście przestali myśleć o tym co się nie stało i nie wspominali
więcej tej sprawy. Dziękuję.
Poprzednie zdziwienie zmieniło się teraz w szok. Niektórzy uczniowie uśmiechali się nawet pod nosem, myśląc, że staruszek już całkiem zwariował.
Poprzednie zdziwienie zmieniło się teraz w szok. Niektórzy uczniowie uśmiechali się nawet pod nosem, myśląc, że staruszek już całkiem zwariował.
Już po chwili w Wielkiej Sali podniosła się wrzawa, w której nie sposób było rozróżnić poszczególne słowa.
Dyrektor usiadł na swoim miejscu uśmiechając się do wszystkich.
Tylko jedna osoba w pomieszczeniu nie odezwała się ani słowem.
Pewien rudowłosy gryfon wstał gwałtownie i wyszedł z Sali uderzając z wściekłością pięścią w mur.
Tylko jedna osoba w pomieszczeniu nie odezwała się ani słowem.
Pewien rudowłosy gryfon wstał gwałtownie i wyszedł z Sali uderzając z wściekłością pięścią w mur.
~.oOo.~
- Hermiona? - cichy głos Ginny dobiegł do starszej gryfonki.
- Cześć, Gin. - odparła tamta bezsilnym tonem. Harry wyszedł jakiś czas temu, żeby dać jej trochę pomyśleć.
Rudowłosa weszła niepewnie do pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
- Merlinie, ty na prawdę żyjesz.. - szepnęła i przytuliła mocno przyjaciółkę. Trwały tak przez chwilę w ciszy, po czym Weasley'ówna odsunęła się od Hermiony, ocierając pojedynczą łzę z policzka. - Nie mogłam pogodzić się z myślą, że...
- Spokojnie, nic mi nie jest. - rzekła gryfonka.
- Dobrze... - przez chwilę milczała, po czym zdecydowała się zadać to dręczące ją pytanie. - Dlaczego? Miona, dlaczego? - powtórzyła pół-szeptem.
Brunetka usiadła na łóżku, opierając się o framugę i utkwiła smutny wzrok w podłodze. Wypłakała tyle łez, iż dziwnym było, że jej oczy jeszcze całkiem nie wyschły. Teraz nie miała już nawet na to siły. Była jednak pewna jednego. Już nigdy nie popełni tego samego błędu. Już nigdy nie spróbuje odebrać sobie życia.
Podniosła oczy. W ciągu kolejnej godziny wyjaśniła Ginny wszystko cichym i spokojnym głosem.
~.oOo.~
Minęły dwa tygodnie, podczas których Hermiona zdążyła poukładać praktycznie wszystkie swoje sprawy.
Pogrzeb jej rodziców odbył się na dwa dni po całym incydencie. Po wszystkim gryfonka zajęła swoje myśli nauką i nadrabianiem zaległości, powoli wracając do roli prefekt naczelnej.
Pogrzeb jej rodziców odbył się na dwa dni po całym incydencie. Po wszystkim gryfonka zajęła swoje myśli nauką i nadrabianiem zaległości, powoli wracając do roli prefekt naczelnej.
Życie w Hogwarcie toczyło się naturalnym torem, a na zewnątrz robiło się coraz chłodniej. Zima zbliżała się wielkimi krokami.
Uczniowie dość szybko przeszli nad ostatnimi wydarzeniami do porządku dziennego, traktując je wszystkie ze sporym dystansem. Wszystko wróciłoby zapewne do normy, gdyby nie pewien żuk, przechadzający się po terenach Hogwartu.
- Znów to zrobiła, wredna baba! - krzyknęła gryfonka siadając przy stole, na przeciw Harry'ego i Ginny.
- O co chodzi Miona? - spytała Ginny. Na widok proroka codziennego zrozumienie pojawiło się w jej oczach. - Czy to znów Skitter? - spytała, biorąc od dziewczyny gazetę.
Zdjęcie na pierwszej stronie przedstawiało wyraźnie młodszą niż teraz Hermionę, która krzyczała na Ron'a. Fotografia musiała pochodzić z ich 4 roku, gdyż dziewczyna ubrana była w balową sukienkę. Ogromny tytuł głosił zaś:
''W zemście za zdradę, sfingowała samobójstwo!''
- Uhhh, jak dorwałabym ją w swoje ręce... - warknęła Ginny. - Przeklęty babsztyl.
- Nie przejmuj się Miona, jutro wymyśli kolejny skandal i nikt nie będzie o tym pamiętać - rzekł Harry, odgryzając kawałek tosta z marmoladą.
W sali rozległ się głośny szum, spowodowany trzepotem dziesiątek sowich skrzydeł, zapowiadającym poranną pocztę.
- Patrzcie - Ginny wskazała w kierunku Ron'a, przed którym wylądował wszystkim znany Errol. Weasley odwiązał od jego nóżki czerwoną kopertę, po czym skrzywił się rozpoznając wyjca. Rzucił szybkie spojrzenie w kierunku Hermiony i szybko wyszedł z pomieszczenia.
- Taki wyjec to za mało - skwitował Harry, mimo wszystko uśmiechając się pod nosem.
- Pani Weasley pewnie zobaczyła ten kretyński artykuł. - jęknęła gryfonka, nakładając sobie trochę jajecznicy na talerz.
- A to od kogo? - spytała rudowłosa.
- Hm? -mruknął chłopak, który dopiero teraz zobaczył, iż on również coś dostał.
Na stole stał czarny kruk, czekając spokojnie, aż od jego nóżki zostanie odwiązany list.
Gryfon wziął kawałek papieru. Było to krótka wiadomość, napisana nie znanym mu pismem. Zawierała zaledwie cztery słowa:
Nie uciekniesz przed przeznaczeniem.
- Co tam pisze, Harry? - spytała Hermiona.
Wybraniec wpatrywał się w staranie wykaligrafowane słowa. Nie miał pojęcia co o tym myśleć. Kto był nadawcą? Rozejrzał się dookoła, jednak wszyscy zajęci byli jedzeniem, nikt nie zwracał na niego uwagi. Zatem to nie mógł być głupi kawał hogwartczyków.Więc co? Postanowił przemyśleć to później.
- Harry? - Gryfonka wyglądała na zaniepokojoną. - O co chodzi?
- To... - zająknął się - Nic ważnego. Kolejny głupi żart ślizgonów. - wymyślił na poczekaniu. Zadziwiające, jak płynnie nauczył się kłamać. - Nie zwracaj na to uwagi.
- Skoro tak mówisz. - odparła dziewczyna, przyglądając mu się uważnie.
Po chwili jednak na powrót zajęła się jedzeniem. Dość miała zmartwień.
~.oOo.~
Tego samego wieczoru Harry wszedł na wieżę astronomiczną, by pomyśleć. Wiele spraw było niejasnych, a to miejsce idealnie nadawało się do rozmyślań.
Gdy podszedł do barierki zorientował się, że nie był sam.
- Miona? - spojrzał na dziewczynę.
Ta nie zareagowała. Stali przez kilka minut w ciszy.
- Wiesz Harry... - zaczęła w końcu gryfonka - Jako dziecko myślałam, że jeśli będę się uczyć i w miarę dobrze postępować, moje życie będzie proste i udane w każdym calu. - uśmiechnęła się smutno. - Potem przeżyłam wojnę, zdradę i śmierć najbliższych. Przekonałam się na własnej skórze, że tak nie jest. Ale wiesz... - spojrzała na chłopaka - To może i lepiej, że nie żyję już w bajce. A skoro wiem, że dobre postępowanie nie zapewni mi owocnego życia, mogę robić coś, czego wcześniej nie przyjmowałam do wiadomości. Mogę nienawidzić.
Wybraniec nie odpowiedział. Patrzył tylko na jezioro w zamyśleniu.
- Nienawidzę ich Harry - szepnęła dziewczyna. - Szczerze nienawidzę, a nie wiem nawet kim są.
- Walkirii..? - gryfon bardziej stwierdził niż zapytał.
Hermiona skinęła głową.
- Pierwszy raz w życiu, mam ochotę życzyć komuś śmierci. - stwierdziła ze smutnym uśmiechem. - Muszę już iść. - dodała po chwili. Zatrzymała się jednak w półkroku.
- Harry - zwróciła się do chłopaka - Nie podziękowałam ci jeszcze za to co zrobiłeś.
Ten podszedł do niej i objął ją mocno.
- Nie dziękuj. To było egoistyczne z mojej strony. -odparł.
- Dlaczego? - dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem w oczach.
- Bo nie mógłbym bez ciebie żyć. - szepnął i w przypływie nagłego impulsu, musnął jej usta swoimi. To nie było jak zwykły pocałunek. To było coś o wiele bardziej czułego, delikatnego i czystego.
Odsunął się i zszedł po schodach zostawiając na wieży oniemiałą gryfonkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz