Hermiona Granger była zadowolona ze swojego życia. Chodził do Hogwartu – najlepszej szkoły magii i czarodziejstwa, miała wielu przyjaciół, dobre oceny (niektórzy nawet nazywali ją kujonem), oraz chłopaka – Ron’a. Posiadała też kilku wrogów ale to bynajmniej nie spędzało jej snu z powiek. Ona sama uważała to za coś zupełnie normalnego, kiedy uczęszcza się do tak dużej placówki. I oczywiście warto wspomnieć, iż uczestniczyła w pokonaniu największego czarnoksiężnika – Lorda Voldemorta.
Podążała właśnie ulicą Pokątną, kierując się w stronę lodziarni pana Fortescue, gdzie miała się spotkać z Harry’m i Ron’em, z którymi umówiła się dzisiaj na zakupy.
Wydawało jej się, że dopiero co zakończył się rok szkolny, a w rzeczywistości pozostały już tylko dwa dni do rozpoczęcia pierwszego semestru. Sam fakt powrotu do szkoły nie przerażał jej tak bardzo jak to, że rozpoczynają siódmy rok, co oznaczało OWTM’y *.
Dziewczyna usiadła przy wolnym stoliku, z zamiarem ponownego odczytania listy zakupów, jednak nie zdążyła nawet otworzyć torby, gdy za jej plecami zmaterializowali się jej dwaj przyjaciele.
- Cześć Hermiono! – krzyknęli jednocześnie.
-Hej chłopaki! Jak wakacje?
- Super! Harry przyjechał do mnie tydzień po zakończeniu roku szkolnego. Odwiedziliśmy Charlie’go w Rumunii! Nie uwierzysz, ile tam jest smoków! Widzieliśmy nawet Rogogona! – entuzjazmował się Ron.
Entuzjazm w głosie chłopaka był wyraźnie wyczuwalny. Westchnęła. Minęła wojna, zginęły tysiące czarownic, czarodziejów i mugoli, mogłoby się wydawać, że Ron nieco spoważnieje jednakże on wciąż zachowywał się jak dziecko.
Może tego właśnie mu trzeba? Każdy ma swój sposób żeby zapomnieć... - pomyślała.
Zamiast tego rzekła:
- To cudownie! Proponuję zamówić lody, a potem wszystko mi opowiecie.
~.oOo.~
Poranek pierwszego września, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Niebo było czyste, słońce przebłyskiwało ponad koronami drzew, w których ptaki wyśpiewywały swoje trele. Może tylko ponura atmosfera panująca na ulicach mugolskiego Londynu, zwiastowała nieuchronny powrót do normalnego trybu.
Państwo Granger’owie, żegnali się właśnie z córką, stojąc na stacji Kings Cross.
- Kochanie pisz do nas często – powtarzała raz, za razem pani Granger. – I uważaj na siebie! Będziemy tęsknić!
- Dobrze mamo, paa! – brązowowłosa Gryfonka ustawiła swój wózek z bagażami niedaleko barierki dzielącej perony 9 i 10.
- I ubieraj się ciepło! – zdążyła jeszcze krzyknąć jej matka, nim dziewczyna zniknęła przenikając przez ścianę.
~.oOo.~
Jak co roku peron 9 i ¾ , przepełniony był ludźmi.
Jedni żegnali się z rodzicami, inni rozmawiali i śmiali się, ciesząc z ponownego spotkania z przyjaciółmi. Hermiona rozejrzała się, poszukując wśród tłumu płomienno rudych włosów Ginny. Dostrzegła ją jakieś dziesięć metrów dalej, żegnającą się z panią Weasley. Natychmiast ruszyła w tamtą stronę. Ruda gdy tylko dostrzegła dziewczynę rzuciła się jej na szyję.
- Hermiona! Cudownie wreszcie cię widzieć! Mam ci tyle do opowiedzenia!
- Cześć Gin! Ciebie też super znowu zobaczyć. Może zajmiemy przedział? – zaproponowała starsza z dziewczyn.
- Jasne.
Weszły do pociągu, przechodząc wąskim korytarzem, w poszukiwaniu wolnych miejsc. Pociąg zapełniony był już hałaśliwymi i śmiejącymi się uczniami. Tak szybki powrót do normalności po okropieństwach wojny był dla dziewczyny jednocześnie cudowny i niepokojący.
Gdy odnalazły przedział zajmowany przez ich przyjaciół, powitał je chór tak dobrze znanych im głosów, a należały one do Harry’ego, Ron’a, Nevill’a oraz Luny, zawzięcie o czymś dyskutujących.
- Hej! – przywitała się Hermiona, jednak nikt nie zwrócił uwagi na ich przybycie.
Zrezygnowane, usiadły i zaczęły przysłuchiwać się tej wymianie zdań.
- Ale jak to możliwe?
- Dumbledore?
- Nie wierzę.
- Jak…?
- To na pewno tylko plotki.
W końcu Ginny nie wytrzymała.
- Zamknąć się! O co tu do cholery chodzi? O czym wy mówicie? Jaki Dumbledore, przecież on nie żyje.
Zebrani wreszcie zauważyli obecność Gryfonek.
Ron spojrzał na swoją siostrę z politowaniem, co raczej rzadko mu się zdarzało, gdyż zazwyczaj to właśnie on był niedoinformowany.
- Chodzi o to, że Dumbledore wcale nie zginął. – pospieszył z wyjaśnieniem Harry . – Żyje, a nawet ma się całkiem dobrze.
- Właśnie. A co najdziwniejsze, nikt nie wie jak to się stało. – kontynuował Neivill – To wygląda tak jakby po prostu zmartwychwstał!
- Przecież to niemożliwe! - skarciła go Hermiona - Nie ma eliksiru, ani zaklęcia, które mogłoby przywrócić życie zmarłemu.
- A może on wcale nie zginął? – zastanawiała się głośno Luna.
- Co? – Hermiona popatrzyła na nią zirytowanym wzrokiem. Jeśli Luna ma zamiar opisywać kolejne nieistniejące stworzonka, to proszę. Ale ona nie miała zamiaru tego słuchać. – Niby jakim cudem? Przecież Harry sam był świadkiem, jak Snape rzucił w niego Avadą! To niemożliwe!
- Herm, pomyśl logicznie! – Gryfonka popatrzyła na przyjaciela nieco zaszokowana. Jeszcze nikt, nigdy nie zarzucił jej braku logicznego myślenia. To z reguły ona wypominała wszystkim, żeby zaczęli używać mózgów. – Dumledore chciał żeby Snape go zabił! A może uknuli coś razem? Może on wcale nie zginął, tylko udał swoją śmierć i wspomagał zakon kontaktując się ze Snape’m?
- Harry! Byłeś tam, widziałeś to wszystko! – krzyczała dziewczyna. Co jak co, ale nie lubiła gdy czegoś nie dało się wyjaśnić w logiczny sposób.
Uczysz się magii, gdzie w tym jest logika? - westchnęła.
Uczysz się magii, gdzie w tym jest logika? - westchnęła.
- Byłem zdenerwowany i zmęczony po walce z inferiusami ** – odpowiedział chłopak. - Wcale nie jestem pewien co widziałem. – dodał ciszej.
- Proponuje skończyć tę bezsensowną kłótnię. Dowiemy się o co chodzi na uczcie. Przecież dyrektor musi wytłumaczyć w jaki sposób przeżył, skoro wszyscy widzieli go martwego, leżącego pod wieżą astronomiczną. – zakończyła temat Ginny.
- Racja. – zgodzili się z nią chórem.
Reszta podróży minęła im znacznie przyjemniej, na rozmowach o wakacjach i zmianach jakie zaszły po wygranej wojnie. Nim się zorientowali, znów byli w Hogwarcie.
~.oOo.~
Wielka Sala wypełniona była rozentuzjazmowanymi uczniami.
Większość z nich rozmawiała o tajemniczym powrocie Dumbledora z zaświatów, gdyż, jak z irytacją musiała przyznać Hermiona, dyrektor żył, a nawet uśmiechał się pogodnie do rozgadanych uczniów. Nie żeby życzyła mu śmierci ale pierwszy raz nie miała racji, o czym skłonni byli przypominać jej przyjaciele, co niezmiernie działało jej na nerwy.
Większość z nich rozmawiała o tajemniczym powrocie Dumbledora z zaświatów, gdyż, jak z irytacją musiała przyznać Hermiona, dyrektor żył, a nawet uśmiechał się pogodnie do rozgadanych uczniów. Nie żeby życzyła mu śmierci ale pierwszy raz nie miała racji, o czym skłonni byli przypominać jej przyjaciele, co niezmiernie działało jej na nerwy.
Dziewczyna rozejrzała się po sali.
Wszystko wyglądało tak jak przed bitwą. Cztery zastawione suto stoły, każdy dla innego domu, świece zawieszone w powietrzu, a nad nimi rozgwieżdżone niebo, zasłaniające krzyżowe sklepienie. Zerknęła w stronę stołu nauczycielskiego. Po lewej stronie dyrektora, siedziała McGonagall, a jedno miejsce dalej Flitwick oraz nieznajomy brunet, odziany w czarne szaty, o niezwykle przenikliwym spojrzeniu niebieskich oczu. - Pewnie to nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią – pomyślała Hermiona, jednak nie miała możliwości dłużej się nad tym zastanawiać, gdyż ze swojego miejsca wstał Dumbledore.
- Witajcie moi drodzy! – zaczął swoją przemowę – Zapewne dziwicie się, widząc mnie w pełni sił, zważywszy na to, że nie dłużej jak jeszcze miesiąc temu, uważano mnie za martwego. – Uśmiechnął się dobrodusznie – Niestety nie mogę wyjawić wam, jakim sposobem udało mi się powrócić do żywych. – Uczniowie zasępili się. - To bardzo skomplikowana magia, jednak mam nadzieję, że nie będziecie próbowali znaleźć informacji na ten temat, gdyż nie będą to bezpieczne poszukiwania. – Uciął. – A teraz chciałbym was poinformować o zmianach jakie zaszły w gronie pedagogicznym. Obrony przed czarną magią będzie was odtąd uczył profesor William Fariares.- nowy nauczyciel ukłonił się - Z przykrością muszę was poinformować, że profesor Slughorn zrezygnował z posady nauczyciela eliksirów i aktualnie przebywa poza zamkiem. – Dopiero teraz Hermiona zauważyła, że zwyczajowe miejsce Snape, później Slughorn’a, było puste. – To tyle. A teraz - Smacznego! – Zakończył swoją przemowę Dumbledore, po czym wrócił na swoje miejsce, po środku stołu nauczycielskiego.
Po uczcie powitalnej, uczniowie prowadzeni przez prefektów, udali się do swoich pokoi wspólnych. Złote trio, w obstawie Ginny i Nevill’a zajęło starą, podniszczoną kanapę przy kominku.
- I co o tym myślicie? –spytał Ron.
- Nie wiem, to wszystko jest jakieś podejrzane. – odpowiedział mu Harry. – Muszę dowiedzieć się więcej na ten temat.
- Nie słyszałeś Dumbledor’a? – zaczęła Hermiona – Mamy się w to nie mieszać. Teraz bardziej martwi mnie brak nauczyciela eliksirów. Jak my zdamy OWTM’y bez tych zajęć?
- Spokojnie Miona. Dumbledore coś wymyśli, przecież nie pozwoli nam podchodzić do testów bez odpowiedniego przygotowania. – uspokoił ją Złoty Chłopiec. Sam zastanawiał się, co też dyrektor wymyślił… Skoro Snape nie żyje, a Slughorn zrezygnował to nie mieli innego nauczyciela.
Jednak wyraźnie pokrzepiona jego słowami Hermiona, wstała, powiedział wszystkim ‘Dobranoc’ i udała się do swojego dormitorium. Nie ma sensu teraz się tym martwić - pomyślała – jutro wszystko się wyjaśni. - I z nadzieją, że mimo wszystko będzie to w miarę spokojny rok szkolny, zasnęła.
Nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła…
*OWTM’y – (dla niewtajemniczonych) – Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne.
** Inferiusy - zwłoki ożywione przez czarnoksiężnika za pomocą mrocznej magii.
~Morsmorde
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz