Tak jak mówiłam już wcześniej, nowe rozdziały pojawią się w ten weekend
Zapraszam do komentowania!
Miłego czytania,
~Morsmorde
Rozdział 6
- Wejść.
Ostrożnie otworzył ciężkie drewniane drzwi. Pomieszczenie było nieduże, a mimo to z góry do dołu wypełnione książkami i składnikami eliksirów. Mahoniowe biurko stojące po środku pokoju, zawalone było stosami pergaminów, które zapewne były sprawdzianami któregoś rocznika. Jednak sądząc po natężeniu czerwieni na kartkach, Harry wątpił aby poszły im dobrze. Za biurkiem siedział Snape, bazgrząc coś atramentem.
- Wejdziesz czy będziesz tak stać w drzwiach? - uniósł wzrok znad pergaminów, spodziewając się ujrzeć któregoś ze Ślizgonów, opcjonalnie Albus, jednak gdy zobaczył swojego gościa, otworzył usta ze zdziwienia. Ale tylko na chwilę. Zamknął je i przybrał swój kpiący wyraz twarzy.
- Czego chcesz, Potter? Jeśli chodzi o twój egzamin... - uśmiechnął się wrednie - to nie zasłużyłeś nawet na T. Jak widać poziom twojej inteligencji, jeśli w ogóle takową posiadasz, nie przekracza stopnia jakim mogą poszczycić się trolle.
Słowa profesora nie zrobiły teraz na Harry'm większego wrażenia. Może w innych okolicznościach zareagowałby złością ale w tym momencie miał większy problem.
- Nie, profesorze. Przyszedłem prosić o ... - nie był w stanie tego wymówić. Była jeszcze możliwość się wycofać. Przed oczami pojawił mu się paradoksalny obraz Snape'a w koszulce wolontariusza.
- O...? - och Potter skup się! - No wykrztusisz to z siebie? Jesteś żałosny Potter.
- Przyszedłem prosić o pomoc. - wypalił na jednym wdechu. Snape natychmiast ukrył wyraz zaskoczenia pod maską obojętności, jednak jego oczy patrzyły na Harry'ego dziwnym wzrokiem.
- Jesteś samobójcą, Potter? - powiedział w końcu, uważnie lustrując go spojrzeniem. - Jak widać u Gryfonów to norma - dodał po chwili, uśmiechając się wrednie. - Jeśli chcesz się komuś wypłakać, to idź do swojej opiekunki, ostatnio ma w tym wprawę. Ja nie mam czasu na zabawę w psychologa.
- Profesorze - odezwał się Harry, starając się zapanować nad ogarniającą go frustracją - to ważne. - przełknął nerwowo ślinę - zastanawiałem się czy nie mógłby mi pan odpowiedzieć na kilka pytań. Chodzi o Hermionę. - To mówiąc wyciągnął zmieniacz czasu.
Zerknął na nauczyciela i jak bardzo zdziwił się, widząc czyste niedowierzanie na jego bladej twarzy.
- Potter, to nie zadziała... - zaczął Snape nad wyraz spokojnym tonem, jednak nie dokończył. - Ale oświeć mnie, czemu przychodzisz akurat do mnie? Czyżby nasz kochany dyrektor, poskąpił wyjaśnień wybrańcowi? - wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił.
- Nie. Ale mógłby mnie pan oświecić - użył tego samego kpiącego tonu - dlaczego wyżywa się pan na tym biednym piórze...?
Rzeczywiście, Snape ściskał trzymane w ręce pióro tak mocno, że wygięło się pod nienaturalnym kontem.
- Potter! Minus 10pkt od Gryffindor'u! - jego oczy pobłyskiwały niebezpiecznie. - Idź do dormitorium i zajmij się nauką, może coś ci zostanie w tym tępym łbie!
- Dobrze! - nie zważał już w jaki sposób zwraca się, bądź co bądź, do nauczyciela. - Sam sobie poradzę.
Ruszył wściekły w kierunku drzwi. Już sięgał po klamkę, gdy poczuł jak przez jego ciało przechodzi prąd. Szybko cofnął rękę. Wrażenie ustąpiło. Spróbował znowu i ponownie poczuł tę energię. Jakby ostrzeżenie. Wzruszył ramionami i nacisnął klamkę. Natychmiast tego pożałował. Energia przepływająca przez jego ciało odrzuciła go w tył, tak, że uderzył całym ciałem w powierzchnię biurka. Jeszcze bardziej wściekły, wstał pocierając obolałe ramię i spoglądając na równie wściekłego Snape'a .
- Potter! Siadaj.
Usiadł. Nie miał siły na kłótnie, teraz liczyła się tylko Hermiona. Nawet nie zauważył kiedy zaczęło mu na niej tak bardzo zależeć. Och, przecież była jego przyjaciółką! Ale czy na pewno..? Coś się między nimi zmieniło. Teraz kiedy o niej myślał nie kojarzył jej z Ron'em, tak jak kiedyś. Zaczął postrzegać ją jako inną osobę. Wyobraził sobie ją jako...
-Potter! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - dopiero teraz dotarło do niego, że od dłuższej chwili Snape coś do niego mówi.
- Przepraszam - bąknął.
- Wracając do tematu. Potter, rozumiem, że chcesz zapobiec tragedii jaka dotknęła ten zamek, - powiedział to takim tonem jakby ta go nie dotyczyła - jednak pogódź się z tym, że tego się NIE DA zrobić.
- Wszystko można zrobić! A nawet jeśli nie, to od czego do jasnej cholery jest magia?! - nie wytrzymał.
- Język Potter! - syknął Snape. - Dobrze, skoro jesteś taki mądry to powiedz co chcesz zrobić, hm? Oczywiście poza złamaniem połowy zasad. To na szczęście nie stanowi dla ciebie problemu.
- Cofnąć się w czasie i uratować Hermionę. - odparł bez zastanowienia.
- Jak chcesz tego dokonać? Potter, to nie jest takie proste. Pamiętasz tę noc kiedy to się stało? Nigdzie nie było nawet żywej duszy. Gdyby twój szalony pomysł miał się powieść to dzisiaj rano nie musielibyśmy tkwić na pogrzebie. - Harry wreszcie zrozumiał o ci chodziło Snape'owi.
Posmutniał. Nie mógł pomóc Hermionie, bo nie zrobił tego w przeszłości (a może przyszłości?), o czym mógł się przekonać tej nieszczęsnej nocy, gdy Hermiona skoczyła do jeziora. To było zbyt skomplikowane.
Wyszedł z gabinetu z opuszczonymi ramionami. Przeszedł przez lochy i dotarł do hall'u.
Na dworze było już ciemno. Wpatrywał się przez chwilę w gwiazdy. Pomyślał o tym, że może gdzieś daleko stąd Hermiona również się w nie wpatruje. Postanowił wybrać się na spacer po błoniach.
Zimny nocny wiatr chlastał go po każdym odsłoniętym kawałku skóry. Nie przeszkadzał mu, wręcz przeciwnie, pomagał zapomnieć o bólu i skupić się na potrzebach fizycznych.
Pogrążony w myślach, nawet nie zauważył gdy doszedł do lekkiego wzniesienia, tuż przy jeziorze, gdzie stał nagrobek z białego kamienia. Podszedł bliżej i dotknął ręką jasnej płyty. Była jeszcze zimniejsza niż otoczenie. Zastanawiał się czy ciało dziewczyny jest równie zimne.
Nagle wpadł na dziwny i dziecinny w jego mniemaniu pomysł. Śmierć zmusza ludzi do różnych, często głupich rzeczy, a on zapragną ponownie zobaczyć Hermionę. Choćby po raz ostatni.
Popatrzył na ciężką płytę zakrywającą wnętrze grobowca. Sam nie mógłby jej podnieść, więc wyciągnął różdżkę, cofnął się kilka kroków i powiedział:
- Vingardium Leviosa! - Kamienna płyta zsunęła się na trawę.
Harry spodziewał się zobaczyć trumnę albo samo ciało na postumencie, jak często chowani byli czarodzieje. Jednak nie.
Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu odkrył, że grób był... Pusty.
~.oOo.~
Biegł najszybciej jak potrafił w stronę zamku. Myśli przelatywały przez jego głowę w zastraszającym tempie. Więc jednak się udało! Uratował Hermionę, choć nie miał pojęcia jak. To jednak nie miało znaczenia, skoro wiedział już, że tego dokonał to w czym problem?
Dotarł do mostu prowadzącego na zamek. Wszedł na niego i ukrył się między skalnymi ścianami. Wyjął z kieszeni zmieniacz czasu i nałożył go na szyję. Przekręcił kilkanaście razy, kiedy powietrze wokół zawirowało. Przez chwilę nie mógł oddychać, a w następnej stał już w pełnym słońcu na błoniach. Raziło go w oczy.
Usiadł. Uspokoił oddech i starał się pomyśleć.
Wczoraj o tej porze był na zajęciach. Hermiona była wściekła na Ron'a. To znaczy, że o śmierci rodziców dowie się dopiero wieczorem.
Usiadł. Uspokoił oddech i starał się pomyśleć.
Wczoraj o tej porze był na zajęciach. Hermiona była wściekła na Ron'a. To znaczy, że o śmierci rodziców dowie się dopiero wieczorem.
Odetchną. Miał jeszcze kilka godzin na wmyślenie jakiegoś sensownego planu. Musiał teraz wszystkich unikać żeby nie sprowadzić na siebie podejrzeń. W takim razie musi znaleźć kryjówkę.
Już miał wstać, kiedy nagle padł na niego długi cień.
~.oOo.~
- O, pan Potter. - usłyszał głos profesora Fariares'a. - Nie powinieneś być teraz na zajęciach?
- Emm... Ja... - dukał. - ... źle się poczułem i musiałem wyjść na świeże powietrze. - wymyślił na poczekaniu.
- Ach, rozumiem. Skoro zostało już i tak tylko 10 minut do dzwonka, to może wpadł byś do mnie na herbatkę?
- Emm... Dobrze. - nie widział innej możliwości. Miał tylko nadzieję, że po drodze nie spotka siebie, albo któregoś ze swoich przyjaciół. Ruszył za profesorem.
Weszli na drugie piętro i skręcili (na szczęście pustym) korytarzem w lewo. Podeszli do ciężkich drewnianych drzwi. Fariares otworzył je cichym Alohomorra.
Wnętrze gabinetu było eleganckie ale nie przesadnie ozdobione. Po prostu praktyczne. Granatowe ściany, ciemne, mahoniowe biurko i szafa. Prawdopodobnie zapełniona materiałami potrzebnymi do prowadzenia lekcji. Profesor wskazał mu krzesło, a sam ruszył do barku.
Wyjął dwie szklanki. Do jednej nalał herbaty z kostką cukru, a do drugiej bursztynowego płynu. Zapewne whiskey.
Usiadł i zerknął na Harry'ego, który ze zdziwieniem wpatrywał się w jego szklankę.
- Och, nie myśl sobie, że piję nałogowo, nie. Po prostu ostatnimi czasy jestem dosyć zapracowany i nerwowy, a nic tak dobrze nie działań na skołatane nerwy jak stara dobra whiskey.
Harry mruknął coś potakująco, chociaż tak naprawdę nie miał żadnego pojęcia o leczniczym działaniu alkoholu.
- I jak tam u ciebie Harry? Cieszysz się z powrotu do Hogwartu?
"Och tak, bardzo się cieszę, skaczę z radości, że moja najlepsza przyjaciółka zabiła się, skacząc do jeziora!" - cisnęła mu się na usta odpowiedź ale przecież Fariares nic o tym jeszcze nie wiedział.
- Tak - rzucił w końcu.
- Mieszasz z mugolami, prawda?
- To moje wujostwo.
- Hmm... - mruknął profesor zastanawiając się nad czymś. Zerknął na Harry'ego.
- Czemu nie pijesz? Zaraz wystygnie.
Gryfon popatrzył się uważnie na kubek z herbatą. Wyglądała zaskakująco normalnie. A sądząc po zachowaniu Fariares'a można by pomyśleć, że dolał mu czegoś do napoju. Uniósł naczynie do ust i powąchał.
I tu zaskoczenie. Herbata, oprócz swojej własnej woni, zalatywał czymś słodkim. Zdecydowanie zbyt słodkim jak na miód czy cukier. Zaintrygowany, udał, że upija łyk i odstawił kubek na blat biurka. Fariares przypatrywał mu się dziwnym wzrokiem.
- Dobrze. A teraz powiedz mi Potter, co wiesz o rodzinie panny Granger? Jest mugolakiem, prawda? - To zdziwiło Harry'ego. Spodziewał się raczej pytań o Voldemorta, a nie o przeszłość Hermiony. Jednak jednego był pewien. W kubku było Veritaserum lub coś w tym rodzaju. Postanowił zachować pozory.
- Raczej niewiele. Jej rodzice to mugole, są - ledwo zdołał się powstrzymać przed powiedzeniem "byli" - dentystami. Mieszkają w Londynie, nie daleko centrum.
- yhym... - mruknął Fariares, notując coś w myślach. - A czy wiesz może skąd pochodzi magia, dziedziczona przez pannę Granger? W rodzinie kiedyś musiał być czarodziej. - Harry zastanawiał się po co mu ta informacja.
- Nie. Ona sama chyba również nic nie wie. Ale może profesor Dumbledour udzieli panu odpowiedzi na to pytanie, profesorze.
- Nie, nie udzieli. O nic nie wie, jest otumaniony. - Nagle złapał się za język, jakby właśnie zdradził jakąś wielką tajemnicę. - Kurwa! Na szczęście i tak niczego nie będziesz pamiętać. Jeszcze chwila i wszystko bym spieprzył. - Mówił do siebie. Harry, który zdążył się już otrząsnąć z szoku, postanowił, że musi jak najszybciej wydostać się z gabinetu.
Korzystając z nieuwagi Fariares'a, który odwrócony plecami, szukał czegoś w szafie, chwycił kubek z herbatą i wylał ją sobie na koszulkę.
Sykną kiedy wrzątek dotknął jego skóry. Chwycił różdżkę i wybiegł z gabinetu, z towarzyszącym mu głośnym - Potter!
Zbiegł po schodach najszybciej jak potrafił i ruszył szybkim truchtem do łazienki. Wpadł do niej, zamykając drzwi i chwycił pusty pojemnik po mydle. Wypłukał go i wycisnął do niego resztki herbaty z koszulki. Musiał dowiedzieć się, co chciał mu podać profesor. Jednak miewał czasem dobre pomysły. W tym momencie dosłyszał głos dochodzący z jednej z kabin i zamarło mu serce.
To był... Jego głos!
Rozmawiał z Ron'em. Najwyraźniej była już przerwa. Zupełnie stracił rachubę czasu.
Wyszedł z łazienki szybkim krokiem. Podejrzane były również słowa profesora o tym, że dyrektor jest otumaniony.
- O co mogło mu chodzić? - szedł korytarzem pogrążony w myślach i nawet nie zauważył kiedy na drodze wyrosła mu wysoka postać. Wpadł na nią i odbił się lądując na podłodze. Popatrzył z przestrachem w górę, prosto w ciemne oczy Mistrza eliksirów.
No tak, tego mu tylko brakowało, żeby Snape z przeszłości również zaczął węszyć wokół całej tej sprawy.
Nagle jego uwagę zwrócił łańcuszek, zdobiący szyję profesora. Wyglądał podejrzanie znajomo.
Dotknął swojej szyi i z przerażeniem odkrył na niej brak zmieniacza czasu.
Genialne *-*
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na kolejne :3
To jest świetne!!! ♡ Nie mogę się doczekać następnego >>>
OdpowiedzUsuń