poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział III

 Pozwoliłam sobie tutaj zacytować fragment ''Księcia Półkrwi''.  Zapraszam do komentowania, jeśli zauważyliście błąd - bardzo proszę o info.
Miłego czytania, ~Morsmorde

    -Mam dla was złą wiadomość. Śmierciożercy znów atakują.
Po tych słowach zapanował taki chaos, że sam Dumbledore zmuszony był unieść głos:
- CISZA!!
Pierwszy odezwał się Wybraniec.
- Jak to możliwe? Przecież większość zginęła, a resztę zamknięto w Azkabanie, prawda?
- Dobre pytanie Harry. Sęk w tym, że nikt nie wie co się stało. – odpowiedział dyrektor –Kingsley, powiedz wszystkim o informacjach jakie dotarły do ministerstwa.
Shacklebolt, nowy minister magii, wstał z miejsca.
- Dziś rano, do ministerstwa dotarły bardzo niepokojące wieści o kilku zamaskowanych postaciach, odzianych w czarne szaty z kapturami, które włamały się do sklepu Olivander’a, którego obezwładniono i porwano w celu niewiadomym. Ukradli też kilkanaście różdżek. Nie dało się ich złapać, działali z zaskoczenia. Zarejestrowaliśmy tylko kilka Cruciatusów, rzuconych prawdopodobnie w tłum i samego wytwórcę różdżek. Na szczęście nikt nie zginął, jednak sprawa jest niepokojąca.
- Porwali? Znowu? – odezwał się jakiś Auror. – Ostatnim razem chodziło im o informacje o Czarnej Różdżce, a teraz?
- Może znowu chcą jej użyć? – zaproponował inny.
- Zniszczyłem ją. To niemożliwe. – wtrącił Harry.
- Więc o co chodzi?
Rozwinęła się dyskusja, w której uczestniczyli wszyscy obecni oprócz samego dyrektora oraz pewnej brązowowłosej Gryfonki.
Hermiona przysłuchiwała się tej wymianie zdań z zainteresowaniem.
Zastanawiające było, jakim cudem śmierciożercy mogli przetrwać nie złapani.
Przecież ministerstwo zorganizowało spis populacji czarodziejów. Każdy u kogo wykryto mroczny znak, nawet pomimo zastosowania eliksirów i zaklęć maskujących, zostawał natychmiast odeskortowany do Azkabanu, bez żadnego procesu. Na spisie stawili się wszyscy.
Rozważała też możliwość ucieczki z twierdzy ale ta, po wojnie, została dodatkowo wzmocniona barierami, uniemożliwiającymi opuszczenie jej za pomocą magii, a tym bardziej sposobami mugolskimi. Do tego byli dementorzy… - Hermiona wzdrygnęła się na samo wspomnienie tych parszywych istot. – Pozostaje tylko jedna opcja. – pomyślała.
- Profesorze Dumbledore? – dziewczyna zbliżyła się do biurka. – Dlaczego od razu zakładamy, że to śmierciożercy? Może to jacyś inni czarodzieje, którzy tak jak Voldemort, chcą dosięgnąć władzy?
- Słuszna uwaga, panno Granger. – pochwalił dyrektor –Na pewno ją rozważymy. Jednak z tego co wiem, macie teraz z Harry’m i panem Weasley’em lekcję Obrony. Radziłbym się na nią udać. Może wojna się skończyła ale dobrze wyszkolonych czarodziejów nigdy dość.
Ron już chciał zaprotestować, jednak spojrzenie jakie posłała mu  jego dziewczyna, wystarczyło żeby  go uciszyć.
- Tak jest profesorze. – Złota Trójca powlokła się niechętnie w stronę drzwi. Mimo wszystko woleliby uczestniczyć w tak ważnym zebraniu.
~.oOo.~
- Myślicie, że uciekli? – Po wyjściu z gabinetu dyrektora, Ron natychmiast zaczął wypytywać przyjaciół.
- Szczerze wątpię. – odpowiedziała mu Hermiona. – Bardziej prawdopodobne, że to znowu jakiś chory idiota chce przejąć władzę nad światem i szuka sobie zwolenników.
- Drugi Voldemort? Świetnie. A już miałem nadzieję, że wreszcie będzie spokój… - odezwał się Wybraniec.
- Harry, czy tu kiedyś było spokojnie? – odpowiedziała mu z uśmiechem dziewczyna.
~.oOo.~
William Fariares, okazał się być doświadczonym czarodziejem, znającym się na swoim fachu.
Zdawał się być sympatyczną osobą, jednak coś w jego zachowaniu i sposobie bycia budziło respekt.
Na początku lekcji, wszedł do klasy uśmiechając się szeroko i pobłyskując swoimi błękitnymi oczami. Stanął przed biurkiem, omiatając klasę spojrzeniem, które chwilę dłużej zatrzymało się na Harry’m.
Po chwili zaczął:
Witam, jak już wczoraj wspomniał dyrektor, nazywam się William Fariares. Będę was w tym roku uczył Obrony Przed Czarną Magią. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracować na tych lekcjach. – uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów. – Do rzeczy. Czarną Magią nazywamy ten rodzaj Magii, który służy czynieniu zła. Posługują się nią głównie czarnoksiężnicy. Podstawowe różnice pomiędzy czarną, a białą magia to:
- cel
- stopień umiejętności czarodzieja który jej używa
- oraz skutki jej działania
Ja mam za zadanie uświadomić was, że nie jest ona zabawką, której można użyć aby zaimponować kolegom, czy zemścić się na którymś z nich.- powiódł po klasie srogim spojrzeniem.  - Czarna magia to mnogość najróżniejszych środków agresji, zmiennych jak kameleon i  odwiecznych jak zło i dobro. Walka z nimi przypomina walkę z wielogłowym potworem: utniesz mu jedną głowę, a natychmiast wyrośnie inna, jeszcze groźniejsza i sprytniejsza. To, z czym przychodzi nam walczyć, nigdy nie jest ustalone raz na zawsze, wciąż podlega zmianom, jest niezniszczalne.
Jednak wielu ulega niejasnemu złudzeniu, że obejmuje ona tylko zaklęcia niewybaczalne.
Do tej pory uczyliście się Obrony przed prostymi zaklęciami, używając równie prostych tarcz, które z łatwością zniszczyłby średnio zaawansowany czarodziej, a co dopiero potężny Czarnoksiężnik.
W tym roku, oprócz silnych zaklęć ofensywnych, nauczycie się także obrony duszy i umysłu przed atakami ze strony samej Czarnej Magii. A teraz uważajcie, bo to bardzo ważne.
Jak podejrzewam, żaden z poprzednich nauczycieli nie uświadomił was o ważnej różnicy jaka dzieli zaklęcia Czarno-magiczne. Zakładam jednak, że niewielu o niej wiedziało. Ciemne moce dzielą się na Magię tzw. prostą, oraz Mroczną. Obie nazywane potocznie Czarną Magią. Jednak dzieli je bardzo istotna różnica, o której nie należy zapominać. Bo widzicie, nie jest sztuką rzucić klątwę. Ot, wypowiedzieć inkantację i machnąć różdżką. Sztuką jest naprawdę chcieć wyrządzić komuś krzywdę. To właśnie nazywamy Mroczną Magią.  Nie można użyć jej 'przypadkiem'. Tu nie wystarczy zwykła złość czy desperacja. Trzeba być ogarniętym niesamowitą furią i nienawiścią do człowieka, aby rzucić Mroczne zaklęcie. Choć dużą rolę może spełnić tutaj strach. Jednak jest pewien haczyk. Jeśli już raz użyłeś tego rodzaju magii, będzie cię ona prześladować, nachodzić w każdym możliwym momencie, abyś tylko użył jej ponownie. I tak ciągle. Rzucasz zaklęcia, a za każdym razem przychodzi ci to coraz łatwiej, aż w końcu nie sprawia żadnych problemów. Człowiek jest uzależniony, a z tego uzależnienia, nie da się już wydostać. Tak właśnie działał Voldemort:  Szukał zwolenników i zmuszał ich do użycia tego rodzaju magii, wiedząc, że nie będą zdolni go zwalczyć. - widząc pytające spojrzenia uczniów wytłumaczył.-Tak, tę siłę można zwalczyć. Jest to jednak niezwykle ciężka walka. Wielu ustępuje i pozwala Mrocznej Magii zawładnąć sobą. Osobiście znam tylko jedną osobę, której się to udało. Nie wymienię nazwiska, gdyż wydaje mi się, że wszyscy znacie ją dość dobrze. Wracając do tematu;  Zaklęcia Niewybaczalne, nie są niewybaczalne tylko przez to, że krzywdzą i zabijają. Przecież aurorzy sami używają zaklęć torturujących, takich jak np: Tormenta.* Chodzi o to, że Niewybaczalne należą do Mrocznej Magii. To dla tego używali ich śmierciożercy. Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie mieli styczności z tym rodzajem magii, jednak uznałem za stosowne uświadomić was z czym możecie być zmuszeni walczyć.- zakończył swój wywód profesor.
Klasa wpatrywała się w niego oniemiała. Jeszcze żaden z nauczycieli nie opowiadał o swoim przedmiocie z taką pasją, niemal uwielbieniem. Wrażenie robiła także jego niezwykle rozległa wiedza w tym temacie.
- Dzisiaj będziemy ćwiczyć zaklęcie tarczy, chroniące przed urokami. Kto mi powie, jak działa urok?
Ręka Hermiony automatycznie powędrowała w górę.
-Tak, panno…
- Granger, sir. – podpowiedziała dziewczyna. Była pełna respektu wobec nowego nauczyciela. Widać było, że jest doświadczoną osobą, a z tego co mówił jasno wynikało, że zna się na rzeczy. – Działanie uroku dotyka wnętrza człowieka, jego umysłu i sposobu postrzegania świata. Jest to rodzaj szyby, przez którą osoba patrzy na świat i która wypacza obraz rzeczywistości. Osoba na którą rzucono urok, widzi zupełnie inny obraz otoczenia niż ten który widzą inni ludzie. Dlatego właśnie osoby objęte działaniem uroku, mówią czasem rzeczy które wydają nam się całkiem niedorzeczne. Z jej punktu widzenia jednak jest to fakt, coś oczywistego. Postępowanie takiej osoby, jest wynikiem jej widzenia świata, a nie wpływu otoczenia. Jest to stan trochę przypominający zauroczenie. Wówczas właśnie dochodzi do podejmowania decyzji których w normalnym stanie nigdy byśmy nie podjęli. Obcy staje się zdrowy rozsądek i racjonalizm. – Przypomniała jej się sytuacja z szóstego roku, gdy rzucono urok na Katie Bell. Wtedy wydawała się taka pewna tego co robi.
- Nic dodać, nic ująć. 10 pkt dla Gryffindor’u. – Głos nauczyciela wyrwał ją z zamyślenia. – Dobrze. Wiemy już jak działa urok. Teraz podam wam silne zaklęcie tarczy, które nie tylko ochroni was przed jego działaniem, ale także odbije go w stronę waszego przeciwnika. Inkantacja to Scutum Lepor. Będę teraz na was po kolei rzucał urok, a wy spróbujecie się bronić. Nie przejmujcie się jeśli na początku nie będzie wam wychodzić. To trudne ale za to niezwykle przydatne zaklęcie. Zaczynamy!
Klasa ustawiła się w rzędzie. Hermiona z wahaniem zajęła miejsce za Lavender Brown. Nie była pewna czy chce oberwać jakimś urokiem. Czytała o tym trochę i niektóre są naprawdę paskudne.
Kolejka przesuwała się powoli. Na razie tylko Harry’emu udało się obronić przed atakiem nauczyciela i to z niemałym wysiłkiem. Kilkunastu uczniów już dochodziło do siebie po nieudanym zaklęciu tarczy. W końcu przyszłą jej kolej. Stanęła naprzeciwko nauczyciela, w odległości jakichś 4 metrów. Wyciągnęła różdżkę i powtórzyła w myślach inkantację.
- Rzucam na trzy. – ostrzegł nauczyciel. – Raz… Dwa… Trzy! - Takrian!
Hermiona zareagowała błyskawicznie. Krzyknęła zaklęcie ofensywy, jednak nic się nie stało. Spróbowała jeszcze raz. Tym razem pojawił się przed nią zarys tarczy, jednak było już za późno. Zobaczyła tylko fioletowy promień uderzający w jej ciało i straciła przytomność.
---
Obudziła się chwile później. Czując w ustach cierpki smak eliksiru trzeźwiącego. Usiadła i rozejrzała się. Przed nią stał nauczyciel i chyba chwalił ją za dobre zaklęcie tarczy, nie była tego pewno bo dzwonił jej w uszach. Wygląda na to, że bez znaczenia było, że rzuciła je zbyt późno. Wstała i chwiejąc się podeszła do ławki, którą zajmowała razem z Ron’em. Spakowała swoje rzeczy i usiadła obok chłopaka. Rudzielec oprzytomniał chwilę wcześniej. Jemu również nie udała się obrona.
- To koniec ćwiczeń na dziś! – powiedział nauczyciel po kilku minutach. – Napiszecie wypracowanie o różnicach między urokiem, a klątwą, na następną lekcję. Długość jest bez znaczenia. Ma być treściwe. Do widzenia!
Uczniowie zaczęli opuszczać klasę, z zapałem dyskutując o minionej lekcji.
Harry, Ron i Hermiona ruszyli w stronę wyjścia.
- Jest trochę dziwny, nie uważacie? – odezwała się Gryfonka, gdy już znaleźli się na korytarzu.
- Co masz na myśli? – spytał czarnowłosy.
- Nie zauważyliście w jaki sposób opowiadał o Czarnej i Mrocznej Magii? Jakby ją podziwiał. Teoretycznie ostrzegał nas przed jej działaniem ale robił to niemal pieszczotliwym tonem. – Widząc niezrozumienie w oczach przyjaciół, zacytowała: - ‘Zmienna jak kameleon’. A poza tym, nie dziwi was brak obecności Snape'a na zabraniu Zakonu? – Harry zerknął na nią. Rzeczywiście. Mężczyzna nie stawił się w gabinecie Dumbledore’a, a byli tam wszyscy członkowie grupy.
- Może nietoperz się spóźnił? – zasugerował Wybraniec.
- Spóźniający się Snape? Wątpię…
- Och Hermiono, jesteś zbyt podejrzliwa moim zdaniem. – odpowiedział Ron. – Skupmy się lepiej na ważnych sprawach.
- Na przykład? – spytała dziewczyna.
- Na przykład, na kolacji.
Gryfonka prychnęła, jednak nie sprzeczała się dłużej gdyż w tym momencie rozległo się donośne burczenie wydobywające się z jej brzucha, który domagał się jedzenia.
~.oOo.~
Kiedy wieczorem, po odrobieniu prac domowych, kładła się spać, miała mętlik w głowie.
Miała nadzieję, że w tym roku skupi się na nauce, a tymczasem w ciągu jednego dnia, dowiedziała się, że Snape i Dumbledore, mimo wszelkich praw natury - żyją, śmierciożercy, o ile to rzeczywiście byli oni - znów atakują, a ich nowy nauczyciel obrony ma fioła na punkcie Czarnej Magii.
To będzie spokojny rok, nie ma co. – zakpiła w myślach, a po chwili zmęczona, zapadła w objęcia Morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz