Zapraszam do komentowania!
~Morsmorde
Obudziły ją promienie słoneczne, wpadające przez okno i delikatnie muskające jej twarz.
Jako prefekt naczelna, otrzymała osobne dormitorium. Była zadowolona z tego powodu, bo nie otaczały jej rozchichotane współlokatorki. Jedynym minusem tego wszystkiego był Theodor Nott – Drugi prefekt. Ich pokoje połączone były przejściem.
Zerknęła na zegarek. Tarcza urządzenia pokazywała godzinę 7:30. Niechętnie podniosła się z łóżka. Może i była wzorową uczennicą ale nigdy nie lubiła zrywać się o świcie. Podeszła do szafy, wyjęła kilka ubrań i zniknęła w łazience.
Po 15 minutach wyszła stamtąd umyta i w pełni ubrana. Założyła ciemne jeansy i jasny top. Na wierzch narzuciła szatę szkolną. Włosy natomiast, upięła w luźny kok.
Podeszła do szafki, z której wyjęła swoją szkolną torbę. Zapakowała do niej kilka podręczników i wyszła z pokoju.
Skierowała się w stronę Wielkiej Sali, w której powoli zaczynali zbierać się zaspani uczniowie. Usiadła przy stole Gryffindor’u i zabrała się do jedzenia.
Zastanawiała się jak będzie wyglądać ten rok szkolny. Skoro nie ma już Voldemorta, nie będą musieli ratować świata. - Cóż, może wreszcie skupimy się na nauce. - Z tych rozmyślań wyrwał ją Ron, ziewając potężnie. Razem z Harry’m dosiedli się właśnie do stołu.
- To straszne, że musimy wstawać tak wcześnie. Co oni sobie wyobrażają? – marudził chłopak.
- Ron! To szkoła, a nie ośrodek wypoczynkowy! – zbeształa go Hermiona.
Gryfon popatrzył na nią krzywo ale więcej się nie odezwał, no przynajmniej do czasu gdy profesor McGonagal rozdała im ich podziały godzin.
- No nie! Najpierw transmutacja, potem dwie godziny zielarstwa, dwie eliksirów i OPCM! To najgorszy zestaw poniedziałkowy jaki widziałem w życiu! – narzekał Ron.
Harry i Hermiona popatrzyli na siebie porozumiewawczo. Co roku ta sam śpiewka.
- Nie jęcz Ron! Mamy dziś lekcję z tym nowym nauczycielem. Bardzo chętnie poznam jego metody nauczania. A co do… - ciągnęła swój monolog Hermiona, jednak Harry już jej nie słuchał, bowiem patrzył teraz niepewnie na stół prezydentialny.
- Harry! – dziewczyna wyrwała go z zamyślenia.
- Co?
- Odleciałeś. – wytłumaczyła mu. Dostrzegła jednak, że chłopak uparcie wpatruje się w stół nauczycielski. Zerknęła w jego kierunku ale nie dostrzegła niczego nadzwyczajnego. Kilkoro nauczycieli jadło śniadanie, inni rozmawiali lub czytali poranne wydanie Proroka Codziennego. Popatrzyła na chłopaka pytającym wzrokiem.
- Zastanawiam się gdzie nowy nauczyciel. – wyjaśnił chłopak.
- Fariares? – zdziwił się Ron –rozmawia z profesor Vector, przy stole nauczycielskim.
- Nie on! Mówiłem o nowym nauczycielu eliksirów.
- Eliksi… - urwała Hermiona, gdy spojrzała na swój plan zajęć. Rzeczywiście. Od 12 do 14 mieli zapisane eliksiry. – Ciekawe. – przyznała. – Może Dumbledore będzie nas uczyć? Słyszałam, że całkiem dobrze sobie z nimi radził. – Chłopcy spojrzeli na nią dziwnie. – No co? Przeczytałam tak w jego biografii!
- Za dużo czytasz Hermiono. – mruknął Ron, wracając do śniadania.
~.oOo.~
Tak jak się spodziewali, w roku OWTM’ów nauczyciele zadali im masę prac domowych, nakazali ćwiczyć i nie szczędzili głosu w odejmowaniu punktów domom, za byle przewinienia.
Minęły zaledwie 3 godziny zajęć, a uczniowie już snuli się zmęczeni korytarzami.
Złota Trójca szła korytarzem zmierzając w kierunku lochów na dwie godziny eliksirów.
- Ale nam nawalili! – narzekał Ron. –Esej z Zielarstwa! Przecież Sprout nigdy nie zadawała nam prac domowych!
- Przestań, twoje jęczenie w niczym nie pomoże. – upomniała go Hermiona – Lepiej patrz, po lewej! – weszli właśnie do Sali eliksirów i zajęli swoje stałe miejsca na przodzie klasy. Harry z ciekawością popatrzył na co wskazuje przyjaciółka; Na tle zielonych szat uczniów Slytherin’u, wyróżniał się jeden punkt lśniący platyną. Chłopak nie zdążył zareagować gdyż uprzedził go krzyk Ron’a.
- Malfoy!! Ty pieprzony śmierciożerco! Kto cię wpuścił do zamku?! – W odpowiedzi Ślizgon tylko uśmiechnął się kpiąco.
- Ron, uspokój się! – upomniała go dziewczyna.
-Nie! On służył Voldemort’owi! Zdrajca! Zabiłby cię bez zmrużenia oka Hermiono! To pieprzony ścierwojad! – I spluną w kierunku ławek Slytherin’u.
Zapadła niczym nie zmącona cisza, podczas której blondyn i rudzielec mierzyli się nienawistnymi spojrzeniami, gdy nagle…
- Weasley, szlaban i minus 50 pkt od Gryffindoru! – usłyszeli za sobą cichy, przeciągający sylaby głos, do złudzenia przypominający syk węża. Przerażeni Gryfoni, odwrócili się z lękiem w stronę, z której dochodził.
Za nimi, w pełnej glorii swoich czarny szat, ze złośliwym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy, stał nie kto inny, jak Severus Snape.
~.oOo.~
W ciszy jaka zapadła, dziś już po raz drugi, można było usłyszeć dźwięk upadającej szpilki.
- Niespodzianka… - syknął profesor z mściwym wyrazem twarzy i przemierzył długość klasy, podchodząc do ambony. Zerknął na oniemiałych uczniów, a w szczególności na Potter’a, który rozdziawił ze zdziwienia buzię.
- Potter! Ja rozumiem, że jestem niezwykle atrakcyjną osobą ale pozbieraj już swoją szczękę z podłogi, chciałbym poprowadzić lekcję. – powiedział z sadystycznym uśmiechem, który powiększył się jeszcze gdy chłopak zaczerwienił się jak burak.
Pierwsza ocknęła się Hermiona.
- Panie profesorze… - zaczęła niepewnie – Jak to możliwe? Czy to ma coś wspólnego profesorem Dumbledore’m?
- Granger! Jak zwykle odzywasz się nie pytana! Minus 5 punktów. – Jego twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas. –Jak zamkniesz wreszcie buzię, to może się czegoś dowiesz. Zostaniesz z Potter’em po lekcji. –Zarządził, po czym przeszedł do tematu zajęć. – Dzisiaj zaczniecie ważyć Eliksir Wielosokowy. Macie godzinę aby przygotować bazę. Do roboty!
Pod koniec lekcji Snape, swoim zwyczajem, przechadzał się między ławkami uczniów, sprawdzając wyniki ich pracy. W ciągu 5 minut, zdążył wykpić i odjąć 35 pkt za prace Gryfonów. Na dłużej zatrzymał się przy ławce Nevill’a.
- Czerwony, Longbottom? Nie mam pojęcia, jakim cudem udało ci się zdać SUM’a z tego przedmiotu, wręcz jestem zdumiony, że do twojego zakutego łba dotarło, iż wodę wlewa się do kociołka, a nie poza. Zapewne to stary Tofftey pomieszał coś w wynikach, bo nie sądzę, aby taki idiota, takie beztalencie jak TY, dostało coś więcej niż Troll’a. Minus 20pkt od Gryffindoru! –I machnięciem różdżki usuną zawartość kociołka Nevill’a, który wyglądał, jakby miał za chwilę zejść na zawał. - Jak tak dalej pójdzie to Gryffindor straci wszystkie punkty w pierwszym dniu zajęć - uśmiechnął się perfidnie.
Harry, mimo szoku jaki przeżył widząc – niewątpliwie żywego – Snape’a, poczuł, jak ogarnia go wściekłość. Jednak nim zdążył zareagować, rozległ się dźwięk dzwonka, ogłaszające go koniec lekcji.
- Napiszecie mi wypracowanie, na dwie rolki pergaminu, o wpływie much siatkoskrzydłych na końcowy efekt eliksiru. Chcę to mieć na biurku w piątek. Wynocha! – uczniowie zgodnie jęknęli, jednak błyskawicznie zebrali swoje rzeczy i wyparowali z klasy.
Złota Trójca Gryffindor’u spakował się, jednak nie ruszyła z miejsca.
- Weasley, ciebie nie wzywałem, wynoś się! – rzekł Snape.
- Ale..! – chciał zaprotestować Ron, jednak profesor uprzedził go –O 20 zgłosisz się do pana Filch’a po swój szlaban, a teraz wyjdź! – i nie czekając na reakcję ucznia, jednym zaklęciem odeskortował go za drzwi.
Ku zdziwieniu Snape’a, pozostała dwójka nie zaprotestowała.
- Jakieś pytania? – warknął w ich stronę.
Przez moment żadne się nie odezwało, jednak po chwili, Harry wypalił:
- Czy pan zmartwychwstał? - Snape popatrzył na niego wzrokiem, który jasno mówił, jakie ma zdanie na temat jego zdolnościach umysłowych.
- Potter – wypowiedział to takim tonem, jakby było najgorszą obelgą – oczywiście, że nie zmartwychwstałem, idioto! – sarknął.- Gdybyś nie zauważył, jestem Mistrzem Eliksirów – kpina w jego głosie była doskonale słyszalna. –Zawsze, gdy szedłem na spotkanie z Czarnym Panem, zażywałem podstawowe eliksiry wzmacniające i odtruwające organizm.
- Ale przecież widzieliśmy jak pan umiera! – zaoponował Harry.
- Owszem, widzieliście jak zapadam w śpiączkę. Bądź co bądź, te odtrutki nie były na tyle mocne, aby utrzymać mnie przytomnego. Obudziłem się tydzień temu, po intensywnej terapii u świętego Mungo’a. Jeśli to wszystko, to żegnam! – zakończył Snape po kilku sekundach i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
~.oOo.~
- I co o tym myślisz? – spytał Ron Hermionę, gdy już opowiedzieli mu o ich rozmowie z profesorem.
- Cóż, raczej nie kłamał. Oczywiście zaraz pójdę do biblioteki sprawdzić jakich eliksirów użył. - Harry i Ron spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Zawsze pierwszym co robiła Hermiona, gdy natrafili na jakąś niewyjaśnioną sprawę, było pójście do biblioteki. Sami nie przepadali za tym zakurzonym miejscem, jednak w geście lojalności podreptali za dziewczyną. – Ale mimo wszystko to i tak nie wyjaśnia sprawy Dumbledor’a.
- Właściwie to dlaczego nie? - spytał Ron. - To miałoby nawet sens. Może on też zażył jakieś eliksiry?
Gryfonka spojrzała na niego z politowaniem.
- Och Ron, profesor Dumbledore został trafiony Avadą, a nie pogryziony przez węża. Pomyśl logicznie - prychnęła.
…
Po godzinie i przeszukaniu kilkunastu opasłych tomiszczy, nie posunęli się nawet o krok w rozwiązaniu zagadki. Wszystkie księgi jasno mówiły, że osoba ukąszona przez węża z gatunku Nagini, nie ma prawa przeżyć.
- Och, Miona! Ominęliśmy drugie śniadanie, chcę zdążyć chociaż na obiad! – narzekał Ron – A potem mamy jeszcze lekcję z tym całym Fariares’em.
- No dobrze, chodźmy. – odpowiedziała niechętnie dziewczyna, odkładając jakąś zakurzoną księgę.
Nie zdążyli jednak opuścić biblioteki, gdy do pomieszczenia, ku oburzeniu pani Pince, wleciała szkolna sowa. Usiadła na ramieniu Harry’ego i wysunęła nóżkę z krótką notką.
- Co tam pisze, Harry? – spytała Gryfonka z ciekawością.
- To od Dumbledore’a. – powiedział chłopak, odwiązując liścik – Chce żebyśmy przyszli do jego gabinetu, natychmiast…
- Ale niedługo mamy lekcję! – oburzyła się Hermiona.
- No i co? Herm, to musi być coś ważnego, skoro dyrektor wzywa nas akurat teraz.
- Ciekawe o co chodzi..? – zastanawiał się głośno Ron.
- Nie wiem ale to chyba pilne, lepiej chodźmy. – odpowiedział Złoty Chłopiec, kierują się ku drzwiom.
Po wyjściu z biblioteki, puścili się biegiem w stronę gabinetu dyrektora.
Chimera blokująca przejście, odsunęła się sama, gdy tylko się do niej zbliżyli. Wspięli się po marmurowych schodach i zapukali w dębowe drzwi. Usłyszeli stłumione ‘proszę’ i weszli do pomieszczenia, które, jak zauważył Harry, zapełnione było już członkami Zakonu Feniksa. Sprawa najwyraźniej był ważna.
- Mam dla was złą wiadomość – zaczął bez większych wstępów. – Śmierciożercy znów atakują.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz