czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział V, cz. I

Hey ;3
Zanim zaczęłam pisać to opowiadanie, wspomniałam, że charaktery postaci mogą ulec zmianie.
Wg mnie jest to najbardziej widoczne w tym rozdziale.

Skorygowałam charakter Harry'ego, ponieważ doszłam do wniosku, że oryginał ciężko byłoby przekonać do tego, co zrobiła moja wersja.
Zdecydowałam, że ten rozdział zostawię podzielony, jednak wprowadziłam pewne zmiany, zwłaszcza w cz. II

Od razu mg was zaprosić na kolejną część, która jest już dostępna.
Miłego czytania!
~Morsmorde

Rozdział 5 cz. I

     Przechadzał się nocą korytarzem, znowu. 
Od czasu pokonania Voldemorta, nie był w stanie zasnąć bez eliksirów nasennych. Jednak gdy po dużej dawce nadchodził sen, dręczyły go koszmary i budził się z mocno bijącym sercem.
Tak było i dzisiaj. Obudził się zlany potem po koszmarze ze sceną na cmentarzu. Nawet po kilku latach nie był w stanie zapomnieć uczucia, które mu w tedy towarzyszyło. Był tam Voldemort, śmierciożercy, martwe ciało Cedrica... Zawsze tak samo.  Jednak dziś było inaczej. Coś w monotonii tego snu się zmieniło. Nie był pewien o co dokładnie chodziło. Miał tylko świadomość, że dzisiejszy koszmar był gorszy od poprzednich. Był pewien że znalazł się na cmentarzu, że był tam Riddle i jego słudzy oraz Ced... No właśnie. To się nie zgadzało. W dzisiejszym śnie nie było młodego Puchona. Ale w takim razie, kto...?
Nagle zobaczył postać biegnącą z naprzeciwka. Z powodu ciemności nie rozpoznał jej od razu, jednak gdy tylko ta wyszła z cienia, w blasku księżyca rozpoznał tak dobrze znane mu rysy twarzy. I nagle wszystko sobie przypomniał...
- Hermiona...!
~.oOo.~
Biegł korytarzem za przyjaciółką, która zdawała się nie zauważać otaczającego ją świata. W pewnym momencie, gdy wybiegł za róg korytarza, za którym zniknęła dziewczyna, nie zobaczył jej. Tak jakby rozpłynęła się w powietrzu! 
Kierując się instynktem, wbiegł do holu. Wciąż nie widział Gryfonki. Miał do wyboru szukać jej dalej na terenie zamku, lub wyjść na błonia. Druga opcja wydała mu się bardziej prawdopodobna. Podszedł do drzwi wejściowych, otworzył je i zamarł.
Na tle skał okalających jezioro, dostrzegł drobną sylwetkę swojej przyjaciółki. Początkowo nie był świadom co ta zamierza zrobić, jednak gdy dziewczyna przysunęła się bliżej krawędzi, domyślił się wszystkiego. 
Nie zastanawiając się dłużej wybiegł przez drzwi frontowe, kiedy...
-Potter! - usłyszał znienawidzony głos. Odwrócił się - Co robiłeś na korytarzu, w nocy?
- Panie profesorze, ja muszę... - i wskazał rozpaczliwie palcem w kierunku dziewczyny.
Jednak Snape uśmiechnął się tylko kpiąco, nie spoglądając nawet we wskazaną stronę.
- Jestem pewien, że swoje potrzeby fizjologiczne możesz załatwić w łazience. Wiem Potter, że pewne cechy odziedziczyłeś po swoim chrzestnym, jednak mógłbyś choć raz zachować się bardziej cywilizowanie... - na usta wpłynął mu krzywy uśmieszek - 50 pkt od Gryffindoru! Do dormitorium Potter, natychmiast... - ostatnie słowo wysyczał. 
-Snape! - nie wytrzymał Harry.  Nazwisko wykrzyczane tak rozpaczliwym tonem sprawiło, że uśmiech Mistrza Eliksirów tylko się powiększył.
- Potter, to będzie kolejne 10 pkt od Gryffind...
- Snape, do cholery! Ja muszę, Hermiona.... Tam... pomoc! - ostatnie zdanie wypowiedział jąkając się pod wściekłym spojrzeniem swojego profesora. - Ona ... Ona chce skoczyć d-do jeziora! - Te słowa najwyraźniej zwróciły uwagę Snape'a. Spojrzał w stronę klifu i zamarł.
Drobna postać, stojąca na samej krawędzi, bez wahania skoczyła w toń wody.
Trzask fali rozbijającej się o skały i przeraźliwy krzyk wybrańca, wreszcie go otrzeźwiły. Ruszył biegiem w stronę jeziora. Kątem oka zauważył, że Potter robi to samo.
~.oOo.~
Po szaleńczym biegu, znaleźli ją.
Wyglądała tragicznie. Potargana koszula, odsłaniała siną skórę, pokrytą licznymi otarciami i siniakami. Bladą twarz oblepiały włosy, ociekające krwią wypływającą z głębokiego rozcięcia na czole.
Oczy wypełniły mu się łzami gdy wyciągali ją z wody. Starając się nie myśleć o tym co robi zaniósł dziewczynę do skrzydła szpitalnego, gdzie pani Pomfrey natychmiast zajęła się Gryfonką.
Kazała wszystkim opuścić salę. Nie chciał wyjść. Krzyczał, że musi jej pomóc i gdyby nie oszałamiacz rzucony przez przybyłego na miejsce chwilę wcześniej Dumbledora, zapewne nie wyprowadzono by go z sali.
Teraz siedział na podłodze w korytarzu, mentalnie nie odstępując od Hermiony.
Nie był sam. Pilnowali go, jak zawsze.
McGonagal, ciągłe podciągająca nosem, Flitwik, który wydawał się jeszcze mniejszy niż zwykle i Dumbledore stojący po ścianą. Jego twarz nie wyrażała nic. Snape gdzieś zniknął. To jednak nie obchodziło Wybrańca. Czekał.
Minęła godzina, dwie, trzy, aż w końcu pani Pomfrey wyszła ze Skrzydła Szpitalnego i poinformowała zgromadzonych, łamiącym się głosem, o stanie dziewczyny.
~.oOo.~
Wściekłość mieszała się z irytacją i rozpaczą, gdy patrzył na białą, podłużną, trumnę, w której leżało martwe ciało jego przyjaciółki.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz