Zapraszam do komentowania!!
~Morsmorde
Rozdział 5 cz.II
Dumbledore stał za biurkiem w swoim gabinecie.
Na przeciw niego, przygarbiony, ze spojrzeniem utkwionym w jednym punkcie, siedział wybraniec. Pogrzeb zakończył się godzinę temu.
Potter obwiniał o śmierć Gryfonki wszystkich, a najbardziej siebie. Na pierwszym miejscu bazował Dumbledore, przez którego Hermiona postanowiła popełnić samobójstwo. Potem Snape, który go zatrzymał gdy biegł dziewczynie z pomocą, bądź co bądź, ta sytuacja nie ociepliła ich relacji; Ron'a, który ją zdradził, a na końcu panią Pomfrey, za to że ta nie uratowała życia Gryfonki.
- Nie, to nie może dziać się naprawdę - te słowa ciągle przeplatały się w jego myślach.
- Harry - odezwał się wreszcie dyrektor. Podniósł wzrok, by napotkać dobrotliwe spojrzenie starca. - Jeszcze nie jest za późno. Pamiętaj, że czas leczy rany.
Nie wytrzymał.
Ogarniająca go wściekłość wreszcie znalazła ujście.
Zerwał się z miejsca, wyciągnął różdżkę i zaczął ciskać zaklęciami na wszystko co popadnie na końcu celując w samego Dumbledore'a.
Zerwał się z miejsca, wyciągnął różdżkę i zaczął ciskać zaklęciami na wszystko co popadnie na końcu celując w samego Dumbledore'a.
Chciał go zniszczyć, upokorzyć, zabić.
Za wszystko co spotkało go w życiu do tej pory. Bo nie istniał już nikt inny, kto miał wpływ na jego historię, Chłopca Który Przeżył.
Miał już dość bycia pionkiem tego starca.
Kiedyś pewnie sam uderzyłby w siebie Avadą po takim stwierdzeniu. Jednak wojna zmienia ludzi i ich poglądy.
Za wszystko co spotkało go w życiu do tej pory. Bo nie istniał już nikt inny, kto miał wpływ na jego historię, Chłopca Który Przeżył.
Miał już dość bycia pionkiem tego starca.
Kiedyś pewnie sam uderzyłby w siebie Avadą po takim stwierdzeniu. Jednak wojna zmienia ludzi i ich poglądy.
Opamiętał się.
Opuścił różdżkę i spojrzał na czarodzieja którego kiedyś uważał za ojca.
Prawda była taka, że nie miał już nikogo. Był sam.
Opuścił różdżkę i spojrzał na czarodzieja którego kiedyś uważał za ojca.
Prawda była taka, że nie miał już nikogo. Był sam.
Bez rodziców.
Bez przyjaciół.
Bez miłości.
Na resztkach sił opuścił pomieszczenie.
~.oOo.~
Wyszedł na błonia.
Jesienne powietrze było chłodne, wiał lekki wiatr. Nie przeszkadzało mu to. Musiał spokojnie pomyśleć.
Teraz, kiedy trochę się uspokoił dotarło do niego, że to nie koniec.
To dziwne uczucie towarzyszyło mu przy każdej z jego przygód, czy ekscytujących chwil w życiu, a kiedy się kończyła, ustępowało.
Jednak teraz wciąż to odczuwał. Doszedł do wniosku, że musi minąć trochę czasu, bo wciąż nie wierzył w to co się stało.
Ciągle chciał pomóc Hermionie. W jego głowie zaświtała myśl, że zwariował.
Mimowolnie zaśmiał się bez wesołości. Już widział te tytuły - "Chłopiec, który oszalał"
Usłyszał kruka, który przysiadł na uschniętym drzewie nieopodal i zaczął krakać.
To go otrzeźwiło. Momentalnie przestał się śmiać.
- Idiota - zbeształ się sam w myślach - Ona nie żyje! Jak niby chcesz jej pomóc, sentymentalny durniu?! -
Mimowolnie powrócił myślami do wydarzeń sprzed kilku chwil.
Dumbledore był taki spokojny i opanowany, jak gdyby nic się nie stało, jakby się tym w ogóle nie przejął! Zawrzała w nim wściekłość na starca. - Co on powiedział? A tak, czas leczy rany... No może w jego przypadku. Jest tak stary, że nie długo zapomni, iż doprowadził do śmierci własnej siostry. - zakpił w myślach.
- Tak, on ma w tym duże doświadczenie. - powiedział zgryźliwie sam do siebie - Czas leczy rany, też coś!
- Czas...czas... - odbijało mu się w głowie - Czas... - Zerknął w stronę jeziora. Tafla wody lśniła w październikowym słońcu. Spojrzał na klif, z którego skoczyła Hermiona. Boże, jak on nienawidził tamtego miejsca!
Głęboka woda, ostre wierzchołki skał i... Nie. Nie przewidziało mu się.
Pośród kamieni, na lini brzegowej jeziora, coś błyszczało.
Wstał i ruszył w tamtym kierunku.
Kiedy znalazł się już wystarczająco blisko aby rozpoznać przedmiot, znowu przypomniał sobie słowa dyrektora.
Nie zastanawiając się dłużej, chwycił Zmieniacz Czasu i ruszył biegiem w stronę zamku.
~.oOo.~
Wpadł zdyszany do holu.
Uczniowie patrzyli na niego dziwnie, ale cóż, nie ma się im co dziwić. Nie często widuje się wybrańca, teoretycznie w żałobie, biegającego sobie po błoniach z łańcuszkiem. Oczy niektórych jasno mówiły, jakie zdanie mają na temat jego zdrowia psychicznego. Bądź co bądź mieli trochę racji. Ale to co myślą o nim ludzie było ostatnim co teraz zaprzątało myśli Gryfona. Teraz miał plan.
Tylko nie wiedział jakie skutki może wywołać jego działanie.
Tylko nie wiedział jakie skutki może wywołać jego działanie.
- Tragiczne. - przyszło mu na myśl. Postanowił skierować się do któregoś z profesorów. Nawet jeśli będą chcieli go zatrzymać, to już ich problem. Pozostawała już tylko jedna sprawa. Do którego nauczyciela iść?
McGonagal płacze na sam jego widok (co prawda, próbuje to ukryć ale raczej nie skutecznie), a zdecydowanie nie miał teraz ochoty na wysłuchiwanie jej wyrazów współczucia. Z Flitwik'iem ciężko było cokolwiek ustalić, pani Sprout ostatnio miała drobny wypadek w swojej szklarni, co normalnie niegdy jej się nie zdarza. Do samej pielęgniarki też mu nie było spieszno, zapewne odesłała by go do św. Mungo, gdyby tylko dowiedziała się co zamierza.
Nowemu nauczycielowi obrony zbytnio nie ufał, a Dumbledore'a nie chciał znać. Mógłby jeszcze iść do Hagrida ale wątpił aby pół-olbrzym rozwiał jego wątpliwości.
Nowemu nauczycielowi obrony zbytnio nie ufał, a Dumbledore'a nie chciał znać. Mógłby jeszcze iść do Hagrida ale wątpił aby pół-olbrzym rozwiał jego wątpliwości.
Mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy w tym zamku jest choć jednak kompetentna osoba, która nie zaleje się łzami na jego widok i będzie w stanie mu pomóc?!
Tłum uczniów odzianych w zielone barwy Slytherin'u poddał mu szalony pomysł.
Ruszył w kierunku lochów.
Ruszył w kierunku lochów.
~.oOo.~
- Zwariowałem - pomyślał gdy znalazł się przed drzwiami gabinetu Snape'a.
Zapukał.
- Oszalałem.
Cisza.
- On mnie zabije. - doszedł do wniosku, gdy zimny głos rozkazał:
- Wejść.
***Liv***
OdpowiedzUsuńNareszcie kontynuujesz bloga :D
Z niecierpliwością czekam na nowe rozdziały :D
Tylko mam pytanie, czemu przeniosłaś bloga?
Blogger jest przyjemniejszy w obsłudze i ma więcej opcji ;3
UsuńJtr poprawiony 6 rozdzialik, a 7 już w weekend.
Pozdrawiam,
~Morsmorde
Czekam na następny ♡
OdpowiedzUsuń